Wierze, że mi się uda. Anna Rząsa opowiada jak powstała jej plantacja lawendy i destylarnia Lavare.



Kim jest Anna Rząsa i jakie marzenie spełnia tu, w Kamieniu gdzie nie słychać gwaru miasta a w powietrzu unosi się zapach kwiatów?

Od zawsze ciągnęło mnie do ziemi i pewnie dlatego wybierając studia padło na Archeologię. Ziemia rodzi skarby 😊, które dopiero po latach odkryłam. Etatową archeolożką jednak nie zostałam, bo życie skierowało mnie na inne tory i na trzecim roku studiów skorzystałam z możliwości pracy w banku i tak przez 11 lat byłam panią z banku. Nie żałuję, bo tam wiele się nauczyłam i otworzyłam na ludzi oraz zrozumiałam, że jeśli się czegoś bardzo chce to każdy jest w stanie wszystkiego się nauczyć a wykształcenie nie przesądza o jego życiu. Zdążyłam się też zakochać, wyjść za mąż, przeprowadzić się na wieś do rodzinnego domu i urodzić trójkę dzieci.

Ale to nie było to…

Skąd w takim razie wziął się pomysł na to, aby posadę pracownika banku zamienić na właściciela destylarni Lavare oraz plantatorkę lawendy?

To pączkowało przez kilka lat. Gdy po urodzeniu trzeciego dziecka wróciłam do pracy poczułam, że nie chce pracować w banku do emerytury. Coś mnie uwierało w tym schemacie. Wyobraziłam sobie siebie jako panią po pięćdziesiątce, która musi zmagać się z wykonaniem planów sprzedażowych i która tylko weekendy widzi swoje dorastające dzieci. Ooo nie! Takiego scenariusza dla siebie nie przewiduje - pomyślałam. W mojej głowie coraz częściej pojawiały się myśli, że właśnie teraz muszę coś zmienić aby prawdziwie przeżyć ten czas jaki tu mamy na Ziemi. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, czym będę się zajmować ale ciągnęło mnie do natury. Może to wydawać się zabawne, ale wierzę że postawieni obok nas ludzie, miejsca w których się znajdujemy nie są przypadkowe. Taką osobą na pewno była moja koleżanka z banku, która przynosiła do pracy czasopisma  w stylu "Sielskie Życie" itp. Zabierałam je do domu i czytałam w nich o ludziach, którzy zdecydowali się żyć ze swojej pasji, może nie w dostatku ale ze spokojną głową. No i żyją, dają radę i są szczęśliwi. Tak właśnie wyobrażałam sobie swoją przyszłość dla siebie i swojej rodziny. Takie „sielskie życie”. Jednak mając trójkę dzieci nie była to łatwa decyzja. Nie mogłam rzucić wszystkiego z dnia na dzień.

Jednak ostatecznie udało ci się zmienić swoje życie prawie z dnia na dzień. Dlaczego akurat wybrałaś uprawę lawendy?

Lawenda od zawsze intrygowała swoim zapachem i wyglądem. Gdy kilka lat temu byliśmy na wakacjach w Chorwacji urzekła mnie tamtejsza lawenda ale do głowy by mi wtedy nie przyszło, że w przyszłości sama będę miała plantację lawendy. Aż do momentu, gdy dowiedziałam się o możliwości skorzystania z dotacji, która na preferencyjnych warunkach umożliwia kobietom posiadającym trójkę dzieci otworzenie własnej działalność. Wtedy decyzja była bardzo szybka – wchodzę w to. Jednak aby móc skorzystać z dotacji nie mogłam poprzestać na posiadaniu samej plantacji. Musiałam również uruchomić destylarnię. Choć o byciu plantatorem i o destylacji nie wiedziałam kompletnie NIC, postanowiłam zaryzykować i postawiłam wszystko na jedną kartę.

W czym najbardziej pomogła ci dotacja?

Dzięki dotacji mogłam kupić destylator oraz wyremontować pomieszczenie, w którym znajduje się destylarnia. Za pieniądze z dotacji kupiłam również sprzęt potrzebny do prowadzenia firmy. Dzięki ubezpieczeniu pomostowemu miałam także środki na opłacenie rachunków związanych z prowadzeniem firmy przez pierwszy rok jej działalności. Gdyby nie to, było by mi bardzo trudno doprowadzić mój pomysł do miejsca, w którym znajduje się teraz. Mam bardzo duże wsparcie w moim mężu, Bogusiu. W ubiegłym roku nie miałam żadnego dochodu i sam dźwigał wszystko na swoich barkach. Na szczecie dzięki dotacji nie obciążałam budżetu domowego płatnościami związanym z działalnością firmy.

Czy zakup sadzonek też mogłaś sfinansować dzięki dotacji?

Nie. Zakup sadzonek leżał po mojej stronie. W ciągu zaledwie kilku dni musiałam zakupić 1700 sadzonek i bardzo szybko posadzić. Tu z pomocą przyszła mi rodzina, a siostra Asia kupiła mi połowę sadzonek – wszyscy zostali postawieni na nogi. To ogromne szczęście móc liczyć na takie wsparcie. Do tej pory pamiętam jak przez kilka kolejnych dni  musiałam podlewać każdy krzaczek, bo akurat wtedy była ogromna susza. Pole na którym znajduje się plantacja  oraz budynek destylarni też są naszą własnością.

Gdzie zdobyłaś wiedzę na temat uprawy lawendy i destylacji?

Na początku byłam „zielona” w tym temacie i nie ukrywam tego! Najwięcej informacji których potrzebowałam by wystartować z firmą „Lavare –destylarnia lawendy” znalazłam w Internecie. 
O uprawie lawendy uczyłam się sama korzystając z doświadczenia tych, którzy zechcieli podzielić się ze mną swoją wiedzą m.in. na grupach tematycznych w mediach społecznościowych. Jeżeli chodzi o destylację wiedzę musiałam czerpać z zagranicznych stron, ponieważ w Polsce ta tematyka nie jest jeszcze bardzo rozpowszechniona. Dzięki moim poszukiwaniom informacji w Internecie poznałam dużo ciekawych ludzi którzy zawsze bardzo chętnie mi pomagali. Poznana przez Instagram Patrycja @Aromapatka, która mieszka i kształci się w kierunku aromaterapii klinicznej w Kanadzie, wciąż udziela mi wskazówek i zawsze mogę liczyć na jej konsultację. Kasia, która prowadzi własną manufakturę kosmetyków @Mydlamo również dzieli  się doświadczeniem w prowadzeniu firmy, poradami zielarskimi i to ona mnie zachęciła do destylacji kolejnych ziół, a Ewelina prowadząca drogerię @ekoliść  pierwsza zaufała nieznanej i nowej manufakturze i sprzedaje z powodzeniem moje produkty.

Jak to jest gdy z etatowego pracownika zostaje się właścicielem firmy?

Różnica jest ogromna! Teraz to ja muszę nad wszystkim panować. Ogarnąć pole, destylarnię, sprzedaż i księgowość. To naprawdę dużo jak dla jednej osoby. Przydałby się wspólnik 😊.

Opowiedz o produktach które powstają w twojej destylarni.

W tym sezonie w destylarni powstało 5 rodzajów wspaniałych hydrolatów. Każdy o odmiennych właściwościach i zapachu. Są to wody z czarnego bzu, lipy, lawendy, krwawnika i wrotyczu. Hydrolaty, chociaż są surowcami kosmetycznymi, które świetnie nadają się do tonizacji twarzy-czyli są naturalnym tonikiem przywracając naturalne pH skóry, jako odświeżająca mgiełka do ciała- zwłaszcza w upalne dni lub po opalaniu, do stosowania jako wcierka czy sprey na włosy i skórę głowy, lub jako półprodukt do zrobienia naturalnych kosmetyków, które często powstają w domowym zaciszu u wielu kobiet. Z niektórych wód jak np. z lipy i czarnego bzu można robić okłady na oczy. Poza tym należy wymienić tu niektóre właściwości hydrolatów tj.:

·        antyseptyczne,
·        łagodzące,
·        regeneracyjne,
·        zmniejszające obrzęki wokół oczu,
·        stymulujące wzrost włosów,
·        oczyszczające i odżywiające,
·        przyspieszające gojenie się niewielkich ran,
·        pobudzające krążenie
·        przeciwgrzybicze
·        antybakteryjne

Moje hydrolaty są produkowane z ziół które uprawiam bez pestycydów i sztucznych nawozów. Nie zawierają również konserwantów i innych dodatków więc można je używać w aromaterapii. Należy je oczywiście odpowiednio przechowywać. Dlatego są pakowane w butelki z ciemnego szkła wyposażone w atomizer, odcinając tym samym dopływ powietrza oraz przechowywane są w temperaturze poniżej 14 stopni Celsjusza. W procesie destylacji  kwiatów lawendy powstaje również olejek eteryczny, który już wielu zaskoczył swym zapachem i działaniem. Pamiętam ten moment kiedy pierwszy raz z mężem destylowaliśmy lawendę - to był szok dla naszego zmysłu węchu. Tego nie da się opisać, bo ten zapach jest zupełnie inny od tego który kupowałam w aptece. Pół podwórka pachniało lawendą. W sprzedaży są też niezwykle pachnące i ozdobne woreczki z suszem lawendowym, które można wykorzystać jako zapach do szafy, pod poduszkę w sypialni lub do samochodu. Na zamówienie robię też bukiety z żywej i suszonej lawendy.

Czym różni się hydrolat od olejku eterycznego?

Przede wszystkim są to zupełnie różne produkty choć powstają w tym samym procesie destylacji parą wodną. W tym to procesie para wodna wchodzi w ścisły kontakt zarówno z materiałem roślinnym jak i zawartym w roślinie olejkiem eterycznym. Skutkiem tego, powstała po skropleniu woda zawiera niewielkie ilości olejku oraz substancje rozpuszczalne w wodzie pochodzenia roślinnego takie jak hydrofilowe alkohole, fenole i aldehydy. Odmienny skład olejku i hydrolatu powoduje, że posiadają  nie tylko zróżnicowane właściwości fizyczne ale również inne działanie na skórę.  Jedną z podstawowych różnic we właściwościach jest zapach, który w zależności od hydrolatu może być bardziej subtelny niż w odpowiadającym mu olejku lub przybierać zupełnie nowe nuty zapachowe- jak u lawendy. Hydrolat to jest łagodna strona aromaterapii. Nie tyle słabsza, co łagodniejsza jeżeli chodzi np. o kontakt ze skórą. Można go bezpośrednio użyć nie rozcieńczając tak, jak tego wymaga olejek eteryczny. To głównie ze względu na możliwość pojawienia się reakcji alergicznej. Mawia się że hydrolat to odbicie lustrzane rośliny. Niewątpliwymi zaletami i cechami odróżniającymi hydrolaty od olejków eterycznych są:
  • Lekko kwaśne pH zbliżone do pH skóry, o działaniu tonizującym i przywracającym naturalną równowagę skórze.
  • Bardziej subtelny zapach.
  • Mogą być stosowane bezpośrednio na skórę.
  • Nie podrażniają cery wrażliwej.
  • Posiadają właściwości nawilżające oraz odżywcze.
  • Mogą być stosowane zamiast wody jako składnik formulacji kosmetycznych.

Ile kwiatów jest potrzebne do przeprowadzenia pojedynczej destylacji?

Podam to na przykładzie lawendy . Aby przeprowadzić pojedynczy proces destylacji potrzebuję ok. 5 kg. kwiatów – bo tyle wchodzi do destylatora jakim dysponuję. W trakcje tego procesu który trwa ok. 2,5  godziny powstaje średnio 60 ml olejku eterycznego z lawendy oraz 3 litry hydrolatu.

Czy oprócz tego, że udało ci się zrealizować marzenie o „sielskim życiu” prowadzenie Lavare –destylarnia lawendy daje jakąś wartość dodaną?

Dzięki temu że mam tą plantację i jest ona tuż obok naszego domu mogę więcej czasu spędzić z rodziną, a to jest dla mnie priorytetem. Widzę po nich, że bycie blisko wyszło im na dobre. Jednak aby tak mogło się stać mama musi wykonywać taki zawód, w którym może połączyć swoją pasję z prowadzeniem domu. Dodatkowo, mam ogromną przyjemność z tego, że to co robię pomaga ludziom. Że uprawiam zioła bez żadnej chemii i sztucznych nawozów i  które mają takie wspaniałe właściwości lecznicze i pielęgnacyjne.

Gdzie można kupić olejek lawendowy oraz hydrolat który produkujesz?

W tej chwili na pewno na pośrednictwem Internetu i strony na FB. Stacjonarnie w Rzeszowie wyroby dostępne są w „Galerii Sztuki Chrześcijańskiej”. Tam można nabyć hydrolat oraz olejek z  lawendy. Współpracuje również z firmami takimi jak Mydlamo – naturalnekosmetyki, drogeria internetowa Ekoliść czy Naturania. Powoli zaczynam rozglądać się również za nowymi rynkami zbytu i dystrybucji wyrobów które powstają w Lavare – destylarnia lawendy. 

Jakie jeszcze masz plany związane z rozwojem Lavare ?

Marzenia nie mają końca. Dotyczą one zarówno rozwoju destylarni jak i tego miejsca,  bo samo w sobie ma ogromny potencjał. Chciałabym obok domu urządzić ogród popisowy z różnymi gatunkami lawendy i ziół, gdzie będzie można zobaczyć, dotknąć czy nawet wypić napar z uzbieranych ziół oraz zapraszać gości na pokazy destylowania i produkować hydrolaty z innych roślin.

Bywasz czasem zmęczona byciem plantatorką? W końcu to fizyczna praca.

Bywa męcząco, ale jest to zmęczenie fizyczne które mija. Zdarzyło mi się jednak płakać wtedy, gdy na mojej plantacji pojawiła się choroba. Wiedziałam, że robię wszystko co mogę i  całych sił a mimo to nie udało się przed nią ustrzec. To chyba była najtrudniejsza chwila jak do tej pory. Wypłakałam więc swój smutek ale nie poddałam się. Powiedziałam sobie trudno, może marnieje kilkaset sadzonek ale przecież mogę je sobie dosadzić, a nawet zrobić swoje sadzonki. Nie można się poddawać. Trzeba próbować.

Czy z perspektywy czasu zrobiłabyś coś inaczej? Podjęłabyś inne decyzje związane z prowadzeniem własnej działalności?

Wydaje mi się, że trochę inaczej urządziłabym pole lawendowe, bo dopiero teraz zaczynam dostrzegać jego słabe punkty. Są miejsca, gdzie po deszczu zbyt długo stoi woda a to sprzyja pojawianiu się szarej pleśni na roślinach. W inny sposób przygotowałabym też ziemię pod uprawę. Poza tym wszystko zrobiłabym tak samo J

Aniu można powiedzieć że udało ci się połączyć pracę z pasją. Czy jako osoba prawdziwie żyjąca z pasją możesz dać radę wszystkim tym, którzy jeszcze jej szukają lub nie mają odwagi by za nią podążać?

Jestem zdania, że nawet najmniejsza pasja może uszczęśliwić człowieka. Pasja sprawia że czujemy radość, bardziej się uśmiechamy i stajemy się bardziej pozytywni. To daje nam energię i cieszy na co dzień. Aby żyć z pasją trzeba mieć w sobie gotowość do ryzyka, bo inaczej się nie uda. Trzeba próbować. Wiesz, ja sobie zaplanowałam, że wszystkie moje lawendy będą piękne a czterysta sztuk było z jednym kwiatkiem, bo zaatakowała je choroba. Czasami nie da się przewidzieć takich rzeczy ale grunt to się nie załamywać. Ale to jest kolejne doświadczenie dla mnie jako dla plantatora. W przyszłym roku będę wiedziała jak temu zapobiec. To była cenna lekcja z której wyciągnę wnioski i tak trzeba traktować każde niepowodzenie – jako lekcję. To moja recepta na życie z pasją.  

Czym twoim zdaniem jest pasja?

Pasja to jest coś, co robisz z własnej, nieprzymuszonej woli i zostawiasz w tym cząstkę siebie. Jest to coś podpisane Tobą i robione prosto z serca. 

Aniu bardzo dziękuje za zaproszenie i miłą rozmowę. Życzę dalszych sukcesów pachnących nie tylko lawendą! :) 

Ja również dziękuje. 


1 komentarz:

  1. Tak powstaje Historia Spełnionego Marzenia ,gratulacje od koleżanki która nadal czyta Sielskie Życie i Cantry

    OdpowiedzUsuń

Wierze, że mi się uda. Anna Rząsa opowiada jak powstała jej plantacja lawendy i destylarnia Lavare.

Kim jest Anna Rząsa i jakie marzenie spełnia tu, w Kamieniu gdzie nie słychać gwaru miasta a w powietrzu unosi się zapach kwiatów? Od ...