PASJA TO ENERGIA, KTÓRA NAPĘDZA MNIE DO DZIAŁANIA. WYWIAD Z IGĄ PRZYBYŚ – FIZJOTERAPEUTKĄ KONI




Iga Przybyś – Mgr inż. Zootechnik i behawiorysta zwierząt. Od 2008 r. zajmuje się profesjonalną fizjoterapią koni. Posiada Certyfikat MEN Zoofizjoterapeuta Koni a także Certyfikat Diagnostyki Termowizyjnej. Jest również wykwalifikowanym masażystą koni, hipoterapeutą oraz instruktorem jazdy konnej. Od 2015 r. wspólnie z mężem, Bartłomiejem, który jest utytułowanym jeźdźcem oraz instruktorem jazy konnej prowadzą rodzinną firmę pod nazwą „Przybyś Team”.  
,
Z Igą spotykam się w stadninie Stajenka Leśne Szlaki w Straszydlu, gdzie prowadzi rehabilitację koni. Tam również ma swoją siedzibę „Przybyś Team”. Igę podglądam przy pracy. Ma fantastyczny kontakt ze zwierzętami a uśmiech nie schodzi jej z twarzy. Jest osobą, po której od razu widać, że kocha to co robi. 
IGA, CO JEST TWOJĄ PASJĄ?
Moją pasją są konie – Praca i obcowanie z nimi. To wspaniałe i piękne zwierzęta. Niezwykle mądre i wrażliwe.
SKĄD WZIĘŁO SIĘ ZAINTERESOWANIE KOŃMI I OD KIEDY TRWA?
Generalnie, hopla  na punkcie koni  miałam odkąd pamiętam. Już jako dziecko biegałam po wszystkich piknikach, na których różne szkółki jeździeckie oprowadzały dzieci na koniach. Gdy moja mama nie mogła mnie znaleźć to wiadomo było, że w okolicy jest właśnie taki piknik. Potrafiłam godzinami siedzieć i patrzeć na konie a instruktorów zadręczać tysiącami pytań o nie. Potem rodzice chcąc mnie trochę „sprowadzić na ziemię” wykupili mi pobyt na obozie jeździeckim, który był swego rodzaju szkołą przetrwania. Pewnie liczyli skrycie na to, że się zniechęcę ale złapałam jeszcze większego bakcyla i z obozu wcale nie chciałam wracać urządzając prawdziwą histerię. To było dla nich wystarczającym argumentem do tego, aby zapisać mnie na lekcję jazdy konnej. Dosyć szybko okazało się, że mam do tego wyjątkowe predyspozycje. Niedługo potem dostałam własnego konia – Lagunę, która jest ze mną do dziś.


Iga razem ze swoim koniem – Laguną

TERAZ FUNKCJONUJESZ POD NAZWĄ „PRZYBYŚ TEAM”. JAK POWSTAŁ „PRZYBYŚ TEAM” I KTO WCHODZI W JEGO SKŁAD?
„Przybyś Team” powstał z pasji do koni. Kiedyś, gdy jeździliśmy na zawody i mój mąż w nich startował to ja mu luzakowałam –  czyli pomagałam przy koniu. Byliśmy dla siebie nie jako przedsiębiorstwo, tylko para, która wspiera się w tym co robi. Z czasem przerodziło się to w rodzinną firmę. Teraz jest coraz więcej takich jeździeckich małżeństw.
W skład Przybyś Team tak naprawdę wchodzi cała nasza rodzina czyli ja, mój mąż i nasz półtoraroczny  synek. Teraz to on jest prawdziwym „kierownikiem” całego tego zamieszania, bo to właśnie niego dostosowujemy nasze grafiki. Obydwoje pracujemy w różnych miejscach i często jesteśmy w rozjazdach więc najważniejsze jest dla nas to, aby nasz syn mógł zostać pod dobrą opieką. Tu nieocenioną pomoc niosą nasi rodzice, których właściwie też należy zaliczyć do naszego Teamu! 🙂  Ja zajmuję się głównie fizjoterapią koni. Prowadzę również zajęcia w szkole policealnej, gdzie przekazuję swoją wiedzę adeptom na technika weterynarii. Wcześniej prowadziłam również jazdy i hipoterapię, ale te zajęcia niestety zeszły na drugi plan, bo moich potrzebujących czworonożnych podopiecznych zrobiło się coraz więcej. Mój mąż  Bartłomiej Przybyś zajmuje się głównie treningiem par koń-jeździec i treningiem koni.
IGA, JAK ZOSTAŁAŚ FIZJOTERAPEUTĄ KONI? CZY ZAWSZE CHCIAŁAŚ TO ROBIĆ CZY POSTANOWIŁAŚ ODPOWIEDZIEĆ NA POTRZEBY RYNKU?
Fizjoterapią koni zainteresowałam się za namową mojej znajomej, która jest weterynarzem i prowadzi swoją własną lecznice w Rzeszowie. To lek. Wet. Monika Hulak. Właściwie, to ona dostrzegła tą niszę na rynku a ja zaciekawiona tematem postanowiłam spróbować swoich sił w tej dziedzinie. Tym bardziej, że był to okres w moim życiu, w którym szukałam swojej własnej „drogi” i sposobu, by na nią wkroczyć. Wiedziałam tylko, że konie muszą tam być.
Początki nie były łatwe. Wtedy, kiedy ja sama zaczęłam się tym interesować i gdy byłam na swoim pierwszym kursie masażu w 2008 r., to większość ludzi z mojego środowiska tak naprawdę stukała się po głowie i śmiała powtarzając: „gdzie to konie masować!”.  Trochę uległam tej presji otoczenia i zaniechałam dalszego kształcenia w tym kierunku. Zniechęciłam się i postanowiłam spróbować swojego szczęścia w innej pracy. I tak trafiłam do korporacji.
JEDNAK NIE ZAGRZAŁAŚ DŁUGO MIEJSCA NA KORPORACYJNYM STOŁKU SKORO SPOTYKAMY SIĘ TERAZ W STAJNI, GDZIE WYKONUJESZ ZABIEGI REHABILITACYJNE DLA KONI. CO SIĘ WYDARZYŁO? 
Choć byłam docenianym pracownikiem, to szybko okazało się, że praca w korporacji zupełnie nie jest dla mnie. Nie potrafiłam na dłuższą metę tam się odnaleźć.  Hasła typu „środa minie, tydzień zginie” czy „byle do piątku” sprawiały, że zaczęłam się w sobie zamykać. Korporacyjna rutyna z dnia na dzień po trochu mnie wypalała aż w końcu powiedziałam „dość”. Po trzech latach w dwóch korporacjach postanowiłam zrezygnować z etatu i zaczęłam pracować jako instruktor jazdy konnej. Choć ta praca nie dawała mi stabilizacji, to i tak było o wiele lepiej, bo robiłam to co lubię i pracowałam wśród koni. Z czasem zapragnęłam jednak czegoś więcej. Czegoś, co da mi pewnego rodzaju niezależność i co mogę od początku do końca robić po swojemu. Postanowiłam ponownie spróbować z fizjoterapią koni licząc na to, że po tych kilku latach świadomość ludzi wzrosła. Tym razem nie poddałam się i wciąż uparcie idę do przodu 🙂
CO CIĘ WYRÓŻNIA ?
To, czym się zajmuje zawodowo nie jest dla mnie pracą, która muszę wykonać od do. Robię to, co lubię i zawsze staram się, aby było to wykonane jak najlepiej. Sama posiadam konie i zawsze staram się wejść w skórę właściciela konia, którego akurat mam na rehabilitacji. Wolę poświecić więcej czasu na rozmowę , oględziny oraz przedstawienie planu działania  właścicielowi. Mam wtedy prawdziwą satysfakcję z tego,  że skutecznie pomogłam koniowi oraz w jakimś stopniu rozwiałam obawy i niepewność  właściciela. To jest dla mnie ważniejsze niż patrzenie na zegarek bo akurat minął czas wizyty. Taka jestem.
JAK WYGLĄDA TWOJA PRACA NA CO DZIEŃ ?
Głównie jestem w trasie 🙂 Mam paru pacjentów na miejscu w mojej stajni na pobytach rehabilitacyjnych, ale do zdecydowanej większości muszę dojechać.  Bywa, że gdy jadę w trasę to mam poślizg ale to dla tego, że każdy koń jest inny i wymaga indywidualnej diagnozy, którą często trudno osadzić w ramach czasowych.  Każde zwierzę  trzeba obejrzeć, zobaczyć jak się porusza na różnych podłożach, jak się zachowuje itp. Wiele czasu zajmuje mi też rozmowa z właścicielami. Żeby odkryć przyczynę dolegliwości u konia muszę przeprowadzić niejednokrotnie bardzo długi wywiad z jego właścicielem. To jest podstawa trafnej diagnozy. Ludzie bardzo sobie cenią to, że poświęcam im czas, że wiele tłumaczę i że wnoszę tą wartość w relację fizjoterapeuta-właściciel-koń. Dzięki temu wiadomo co będziemy robić, jak to będzie wygadać i jakie w przyszłości powinno przynieść efekty.
KTO NAJCZĘŚCIEJ JEST TWOIM PACJENTEM I PO CZYM POZNAJESZ, ŻE KONIA COŚ BOLI? 
Wśród moich pacjentów jest duże zróżnicowanie. Najczęściej jednak jeżdżę na masaże do koni, których właściciele są świadomi tego, że zwierzęta te mają swoje bolączki z którymi sami sobie nie poradzą. Robię również bardzo dużo masaży profilaktycznych dla koni sportowych oraz rekreacyjnych. Natomiast jeżeli chodzi o to, po czym poznaje że konia coś boli, to wbrew pozorom najwięcej mogę się o tym dowiedzieć od jego właściciela niż z obserwacji samego konia. Pytam czy koń lubi siodłanie, jak zachowuje się przy czyszczeniu kopyt i gdy się do niego podchodzi, czy ostatnio przejawia jakieś nietypowe zachowania, jak zachowuje się na jeździe itp. Zazwyczaj niestety słyszę że  „on tak ma”. Choć konie mają różne charaktery, to trzeba wiedzieć, że żaden koń sam z siebie nie jest złośliwy do tego stopnia, by kogoś celowo zrzucić czy zrobić mu krzywdę. Dlatego jak słyszę o złośliwych i krnąbrnych koniach to już wiem, że „coś jest narzeczy”. Na przykład, gdy konia coś boli i ma niedopasowane siodło, które w trakcie jazdy go uwiera, to  już w momencie gdy  widzi to siodło to  broni się na różne sposoby przed bólem. Koń okazuje ból w momencie, gdy ten ból staje się nie do zniesienie. W przyrodzie okazywanie bólu naraża go na rychłą śmierć, bo właśnie na takie sygnały czekają drapieżniki. Koń pokazuje to w inny sposób. Tak naprawdę przejawia się to zachowaniach, które ludzie odbierają jako zwykłe złośliwości np. brykanie, brak reakcji na wydawane polecania czy kąsanie.
SKĄD WIESZ GDZIE KONIA TRZEBA ROZMASOWAĆ I CZY WIDAĆ PO NIM, ŻE CZUJE SIĘ LEPIEJ?
Generalnie wykonuje masaż całego ciała konia. Jeżeli rozmasowałabym tylko pojedynczy punkt, to niestety, ale po kilku dniach zwierzę byłoby w takim samym stanie w jakim było, zanim do niego przyjechałam. Wszystkie partie mięśni działają na siebie wzajemnie i należy taki masaż wykonywać kompleksowo. Efekty właściwie widać już tuż po zabiegu. Jeżeli ktoś przebywa często wśród koni to od razu dostrzeże to, że koń zachowuje się zupełnie inaczej. Jest mniej spięty, zrelaksowany i swobodnie się porusza.
PAMIĘTASZ PIERWSZEGO KONIA KTÓREGO REHABILITOWAŁAŚ?
Moja praca rehabilitacyjna zaczęła się od konia, który nazwał się Lawina i pojechałam do niego aż na Podhale. Lawina była po operacji nadgarstka i kilku innych zabiegach. Nie wykazywała żadnej chęci do życia, a jej właścicielka była zrozpaczona. Gdy wypuszczała Lawinę na pastwisko to klacz całymi godzinami potrafiła stać w kącie ze spuszczoną głową. Po przyjeździe zobaczyłam, że Lawina kuleje na wszystkie cztery nogi. Byłam ostrożna w ocenie sytuacji, ale zdecydowałam się użyć wszelkich, możliwych i znanych mi środków aby jej pomóc. Wizyta trwała aż cztery godziny. Wykorzystałam magnetoterapię, ultradźwięki, masaż i tapy.  Jakie było moje zdziwienie, gdy już po drugiej wizycie otrzymałam od właścicielki filmik, na którym Lawina szaleje po padoku. Takie sytuacje ogromnie mnie cieszą. Nadają mojej pracy sens i utwierdzają mnie w przekonaniu, że wybrałam dobrą drogę.

TERAZ JESTEŚMY W STAJNI, GDZIE OBSERWUJĘ CIĘ PRZY PRACY. OPOWIEDZ, JAKIE ZABIEGI WYKONUJESZ I JAKIE TEN KOŃ MA SCHORZENIE. 
W tej chwili wykonuję zabieg  magnetorapii. U ludzi magnetoterapia rzadko kiedy przynosi efekty natychmiastowe ponieważ jesteśmy namagnetyzowani działaniem komputerów, telefonów, telewizorów i innych wszechobecnych w naszym życiu urządzeń. U koni to zabieg magia. Fizjoterapia na konie działa o wiele lepiej niż na ludzi. Co najciekawsze, są dużo niższe parametry oddziaływania – dla koni wykorzystuje znacznie niższe częstotliwości. Za chwilę będę też wykorzystywała wiązkę lasera.
Obecny tu koń ma podejrzenie schorzenia, które nazywa się kissing spine syndromJego przyczyną są złączone wyrostki kolczyste kręgosłupa wokół  których robi się stan zapalny. Okostna ociera się o siebie a ponieważ jest bardzo unerwiona, to dla konia jest bardzo bolesne. Koń sam nie jest w stanie poradzić sobie z tym bólem, dlatego  aby odciążyć od bólu kręgosłup będzie napinał mięśnie grzbietu i opuszczał go w dół. To sprawi, że zaczną szwankować mięśnie brzucha, które u koni powinny być silne i napięte właśnie po to, aby ten kręgosłup podtrzymywać. Jeżeli koń, który ma tą chorobę nie jest w żaden sposób rehabilitowany to jego kręgosłup będzie się sukcesywnie osłabiał a dolegliwości bólowe będą się wciąż pogłębiać.
KTO TO ZDIAGNOZOWAŁ?
Po obejrzeniu go u jego właścicielki wysnułam takie przypuszczenie, że może to być kissing spine. Zaobserwowałam u niego szereg  zachowań charakterystycznych dla tego typu schorzenia i zaleciłam konsultacje z weterynarzem i następnie przywiezienie go do mojej stajni na pobyt rehabilitacyjny.
Iga Przybyś w trakcie pracy

DLACZEGO TWOIM ZDANIEM FIZJOTERAPIA KONI JEST POTRZEBNA? 
Na jednym z portali związanych z tą tematyką przeczytałam słowa lek. wet. Pauliny Zielińskiej,  pod którymi podpisuję się obiema rekami. Twierdziła, że nie ma dobrego sportowca bez prawidłowego programu rehabilitacyjnego, i systematycznej rehabilitacji konia. Żaden koń nie będzie dawał z siebie sto procent jeżeli nie zadbamy o jego zdrowie i profilaktykę. Dlaczego mamy leczyć jak możemy zapobiegać? Sportowcy chodzą przecież do masażystów i rehabilitantów. Koń wbrew przekonaniu wielu osób nie został stworzony  do tego, aby nas wozić na grzbiecie. Jeżeli my siadamy i forsujemy go w nienaturalny dla niego sposób, to równocześnie powinniśmy zadbać o to,  żeby cieszył się zdrowiem i dobrą kondycją przez jak najdłuższy czas.
DOSZKALASZ SIĘ?
Tak, staram się regularnie pogłębiać wiedzę. Ponieważ wykonuję zawód medyczny siłą rzeczy muszę być na bieżąco. Jeżeli chodzi o konie, to na przestrzeni ostatnich pięciu lat zaobserwowałam bardzo duża dynamikę zmian. Polska nie jest już w tyle. Wcześniej wszystkie szkolenia i nowinki były dostępne tylko zagranicą. Teraz szkolenia odbywają się również w naszym kraju i dzięki temu staram się w miarę możliwości z nich korzystać.
KTO CIĘ INSPIRUJE?
Najbardziej inspirują mnie moi rodzice, którzy zawsze we wszystkim mnie wspierali. Ich miłość i szacunek względem siebie jest naprawdę godny podziwu. Moja mama to kobieta wielozadaniowa – prawdziwy człowiek orkiestra: pracuje, zajmuje się domem, jest super babcia. Wspólnie z tatą pielęgnują swoje pasje (podróże, spływy kajakowe, koncerty) i wpierają się wzajemnie. W przyszłości bardzo chciałabym być taką kobietą, jaką jest moja mama.  Jeżeli natomiast chodzi o inspiracje naukowo- zawodową, to osobą, którą bardzo podziwiam jest dr Maria Soroko –  masażysta koni.  Jest moją prawdziwą idolką. Zajmuje się głównie masażami ale bardzo dużo działa na polu naukowym oraz prowadzi szkolenia. Jest osobą, która mnie bardzo inspiruje. To właśnie u niej odbywałam praktyki. Ma ogromny dar do przekazywania wiedzy w tej dziedzinie. Potrafi wiele razy przedstawiać to samo zagadnienie ale za każdym razem z takim samym zaangażowaniem i pasją.
IGA, JAKĄ WARTOŚĆ DODANĄ DAJE CI TA PRACA?
Przede wszystkim samorealizacje, spełnienie i naprawdę pozytywnego kopa. Odkąd zaczęłam zajmować się rehabilitacją koni i ewidentnie widzieć pozytywna efekty swojej pracy, to zaczęłam też wierzyć  w pozytywną energię świata. Hasła typu „pozytywne myślenie ściąga na nas pozytywne rzeczy i na odwrót” na moich oczach zaczęły się materializować. Dzięki temu naprawdę lepiej mi się żyje i uważam, że jestem pozytywną osobą.
JAKIŚ PRZYKŁAD?
Każdy ma w swoim życiu wzloty i upadki. My z mężem też zaliczyliśmy taki spory krach. Byłam załamana. Nie widziałam w niczym sensu a każde działanie wydawało mi się pozbawione sensu. Myślałam miejmy sobie te koniki, bądźmy tak jak inni ludzie, mieszkamy, zarabiajmy i spłacajmy kredyty. To był moment, kiedy nasze życie stało się takie bezbarwne. I któregoś dnia nagle dotarło do mnie jak wiele mamy. Mamy siebie, nasze ukochane konie, mamy pasję, naszą miłość i cudownego synka. Czego chcieć więcej? I tak z dnia na dzień zaczęłam cieszyć się  i doceniać to, co mam. Właśnie wtedy wszystko zaczęło się układać. Telefony zaczęły dzwonić a propozycje same spływać. Lawina pozytywnych zmian ruszyła i  dalej pcha nas do przodu.
JAKIE SĄ MINUSY BYCIA FIZJOTERAPEUTĄ KONI?
To jest ciężka fizycznie praca ale prawdę mówiąc nie potrafiłabym już inaczej pracować. Wydawać by się mogło, że to strasznie męczy ale gdy jadę w trasę i w ciągu dnia mam kilka koni to bardziej męczy mnie jazda samochodem niż praca z końmi. Nawet gdy jedziemy na wakacje i tydzień odpoczywamy, to po tym tygodniu wszystko mnie boli.  Choć czasem miewam kilkanaście koni do wymasowania i cały plecak ubrań do przebrania to nie czuję się zmęczona fizyczne. Może to dlatego, że kocham to co robię? 🙂
NAJWIĘKSZY SUKCES?
Moja rodzina 🙂 To, że żyjemy z pasją i z pasji. A zawodowo, największym sukcesem są dla mnie zadowoleni klienci i zdrowi, cieszący się życiem pacjenci. Zawsze wierzyłam w to, co robię. Gdy dzwonią do mnie klienci i relacjonują postępy swoich koni, to czasami sama nie mogę uwierzyć w to, że aż taki efekt osiągnęliśmy.
IGA, PATRZĄC NA CIEBIE WIDZĘ OSOBĘ, KTÓRA ŻYJE W ZGODZIE ZE SWOJĄ PASJĄ I ZAINTERESOWANIAMI. CZYM TWOIM ZDANIEM JEST PASJA? JAK JĄ ZDEFINIUJESZ?
To wbrew pozorom nie jest łatwe do zdefiniowania. Gdybym jednak głębiej się zastanowiła, to pasja jest czymś, bez czego nie da się żyć. Przynajmniej ja nie potrafiłabym. Pasja sprawia, że mi się chce. Jeżeli robimy coś, co nas pasjonuje to chcemy ten temat zgłębiać, być coraz lepsi w tym co robimy, pędzimy za samorealizacją a nie za pieniądzem. Dzięki pasji  dzienny poziom endorfin zawsze się zgadza bez względu na okoliczności. To naturalna kolej rzeczy.
CZY ŁATWO JEST ZNALEŹĆ SWOJĄ PASJĘ?
Życie z pasją nie jest łatwym życiem. Niejednokrotnie wymaga od nas ryzyka i poświeceń a ludzie z natury są wygodni wiec podświadomie tego unikają. Wcale jej nie szukają lub zapominają o niej. Moja pasja daje mi energię do działania. Pomimo, iż moja praca jest ciężka fizycznie ja wciąż mam wiele energii i potrafię znaleźć czas na dokształcanie się, na zabawy z synkiem, na treningi oraz coraz to nowe wyzwania. Nie wyobrażam sobie tego, żeby robić coś z pasji i robić to źle.
IGA, BARDZO DZIĘKUJE ZA WYWIAD MOŻLIWOŚĆ ZOBACZENIA TEGO, JAK WYGLĄDA TWOJA PRACA. ŻYCZĘ CI DALSZYCH SUKCESÓW!
Ja również dziękuję.


Wspólne zdjęcie – pamiątka po spotkaniu z Igą Przybyś

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Z WIZYTĄ W LAVARE DESTYLARNIA LAWENDY – FOTORELACJA

Gdy jesienią ubiegłego roku dowiedziałam się że niedaleko Rzeszowa znajduje się plantacja lawendy, wiedziałam że muszę tam pojechać...