Przejdź do głównej zawartości

Wszystko dzieje się w swoim czasie. Wywiad z Lidią Sachą – dyplomowaną terapeutką techniki Bowena.

 


Lidia Sacha - dyplomowana terapeutka techniki Bowena, która prowadzi swoją praktykę w Rzeszowie. Zagorzała zwolenniczka naturalnych metod leczenia i zdrowego odżywiania.  W wieku 49 lat obróciła swoje życie do góry nogami, by podążać za swoją pasją. W wywiadzie opowiada, jak tego dokonała. Zapraszam! 

Lidka, jak rozpoczęła się twoja przygoda z techniką Bowena?

Właściwie doprowadziła do tego seria zbiegów okoliczności. Wcześniej pracowałam jako pracownik administracyjny na wyższej uczelni, gdzie zajmowałam się projektami unijnymi oraz organizacją zajęć dla studentów. Jednak gdy uczelnia zaczęła podupadać, a w pracy zostało mi tylko przygotowywanie dokumentacji do projektów badawczych wiedziałam, że muszę się rozejrzeć za inną pracą. W międzyczasie pracowałam jeszcze w stowarzyszeniu, jednak brakowało mi kontaktu z ludźmi. Niestety w tamtym czasie nie miałam żadnego pomysłu na swoją dalszą karierę zawodową. Dlatego, gdy koleżanka zaproponowała mi pracę w fundacji z projektu unijnego, działającej w przestrzeni proekologicznej, postanowiłam zaryzykować i odeszłam z pracy. Niestety ten projekt nie doszedł do skutku, a ja już byłam bez pracy. Trochę wcześniej, zupełnie przypadkiem, zetknęłam się z techniką Bowena, która mnie zainteresowała. Więc kiedy straciłam pracę postawiłam wszystko na jedną kartę i postanowiłam zgłębić ją na tyle, by móc zacząć zajmować się tym zawodowo. Nie miałam przecież nic do stracenia. To był mój czas.

Co najbardziej zaciekawiło cię w technice terapeutycznej?

Zdziwisz się zapewne, ale moje pierwsze zetknięcie z terapią nie zrobiło na mnie wielkiego wrażenia. Ani pierwsze, ani nawet kilka kolejnych. Na terapię trafiłam ze swoją córką, która w tamtym czasie nie mogła sobie poradzić z pewną traumą, a kolejne wizyty u psychologów nie dawały żadnych efektów. Chciałam spróbować rozwiązać ten problem z poziomu jej ciała i zaczęłam szukać czegoś, co mogłoby w tym pomóc. Moje poszukiwania doprowadziły mnie właśnie do techniki Bowena i do Antoniego Kyca, który obecnie ma poziom mistrzowski w tej metodzie terapii manualnej. Postanowiłam mu zaufać. Niestety, ponieważ trauma mojej córki dotyczyła mężczyzn nie udało mi się jej namówić na to, by Antoni mógł wykonać zabieg. Postanowiłam więc sama poddać się temu zabiegowi, by ją trochę ośmielić i dopiero po kilku razach poczułam coś, co wydawało mi się, że powinnam poczuć. Okazało się, że miałam bardzo zaburzoną świadomość swojego ciała i nie potrafiłam dostrzec tych bodźców, które powinny zadziałać. Mówimy tutaj oczywiście o płaszczyźnie fizycznej odczuć.

Czy bodźce psychiczne też następują ?

Jak przy każdej terapii manualnej i przy tej wykonywanej techniką Bowena możemy  spodziewać się efektów fizycznych, jak i psychicznych  czy też emocjonalnych. W naszej kulturze bardzo oddziela się ducha od umysłu a to wszystko jest połączone i wymaga holistycznego podejścia do procesu zdrowienia. Ludzie niestety nie myślą jeszcze o tym, że można do mnie na terapię przyjść również z problemami psychicznymi. Taka sesja terapeutyczna techniką Bowena świetnie robi na obniżony nastrój. Dzięki temu, że rozluźnia się ciało, rozluźnia się też umysł. To są naczynia połączone i powinno się je stymulować równocześnie.

 Skąd wzięła się technika Bowena i na czym właściwie polega?

To technika, która przywędrowała do nas z Australii. Jej skuteczność poparta jest doświadczeniem terapeutów oraz zadowolonych pacjentów. Nie jest bardzo popularna w Polsce, niemniej jej znaczenie w medycynie naturalnej ciągle rośnie. Ciągle nie ma zbyt wiele badań na dowód skuteczności metody, gdyż to wymaga zaangażowania dużych środków finansowych. https://bowenpolska.pl/publikacje-i-badania-naukowe/ Jednak na całym świecie wciąż wzrasta ilość osób zadowolonych z jej działania. Każdy z zabiegów w tej terapii wykonuje się palcami stymulując tkankę nerwowo-mięśniowo-powięziową bezpośrednio na skórze pacjenta lub przez cienką odzież. Ruchy które wykonuje terapeuta wywołują wibracje, które następnie  docierają poprzez układ nerwowy do mózgu, a układ mięśniowy i powięziowy rozprowadza je po całym ciele. Równocześnie w tym samym czasie aktywowany jest również układ krążenia i limfatyczny.

Fot. Archiwum prywatne

Czym różni się ta terapia manualna od klasycznego masażu?

Terapia manualna techniką Bowena  w odróżnieniu od klasycznego masażu wykonywana jest z dużą delikatnością a zabiegi mają charakter relaksacyjny, bezbolesny i nieinwazyjny. W trakcie terapii techniką Bowena bardzo dużą rolę odgrywają przerwy, w czasie których organizm pacjenta ma czas, aby zareagować na terapię, czyli rozpocząć proces leczenia.  Podczas pojedynczej sesji są one kilkuminutowe i dość częste, a pomiędzy zabiegami jest to zazwyczaj kilka dni, a najczęściej jeden tydzień.  Takich przerw też nie ma w klasycznym masażu. Często ludzie są tym zawiedzeni że np. robię kilka ruchów i wychodzę. Zostawiam na dwie, trzy minuty a czasami dłużej. To zależy jak ciało reaguje. Po czym wracam, robię kolejną sekwencje ruchów i znowu sobie wychodzę, ale właśnie na tym to polega. To ciało samo ma sobie samo poradzić. Ja mu tylko pomagam stymulując odpowiednie miejsca. Nasze organizmy mają nieograniczone możliwości samouzdrawiania, o czym nie mówi się głośno.  Mamy takie czasy, że żyjemy w tak ogromnym stresie, że cały czas jesteśmy spięci. Fizjologicznie działamy bezustannie na układzie współczulnym czyli w stanie napięcia i pod wpływem adrenaliny. Terapia Bowena ma pomóc przełączyć się na układ przywspółczulny, który pozwala przejść ciału w tryb relaksu. Nie należy łączyć techniki Bowena z innymi terapiami, ponieważ możemy zablokować działanie terapii albo nie będziemy mieli pojęcia, co i jak zadziałało.

Na co działa i w czym może pomóc taka terapia?

Terapia techniką Bowena oddziałuje na cały organizm, ale może też być ukierunkowana na pojedynczą dolegliwość, począwszy od drobnych dolegliwości po choroby ogólnoustrojowe do stanów ostrych i przewlekłych. Ludzie jednak najczęściej przychodzą z dolegliwościami, które już tak im ograniczają zdolność funkcjonowania, że po prostu muszą coś tym zrobić. To jest głównie rwa kulszowa, bóle kręgosłupa czy napięcia w karku.

Kto może korzystać z terapii techniką Bowena?

Terapia ta przeznaczona jest dla wszystkich, niezależnie od wieku i stanu zdrowia, dlatego też  może być stosowana zarówno u dzieci (nawet noworodków), jak i osób dorosłych oraz seniorów. Mało osób o tym wie, ale technika Bowena z powodzeniem stosowana jest również na zwierzętach.

Ile trzeba zabiegów aby poczuć, że terapia działa?

Z reguły wystarczy kilka zabiegów, aby ustąpiła większość dolegliwości ale każdy organizm jest inny i może zdarzyć się również tak, że te dolegliwości ustąpią już nawet po pierwszym zabiegu.

Fot. W trakcie zabiegu

Wróćmy do mementu, kiedy ty byłaś na terapii i zaczęłaś coś czuć. Czy to był ten moment, w którym zdecydowałaś się tym zająć?

Wiem, że to zabrzmi dziwnie, ale ja tą decyzję podjęłam dużo wcześniej. To było dla mnie coś niecodziennego, ponieważ  ja nigdy nie podejmowałam decyzji w ten sposób. Z perspektywy czasu był to bardzo ryzykowny krok, ponieważ nie miałam, ani żadnego doświadczenia, ani wykształcenia w tym kierunku i nie udało mi się również zdobyć dofinansowania na dosyć drogie szkolenie z tego zakresu. Byłam jednak na tyle zdeterminowana, że pomimo tych przeciwności i trudnych momentów z którymi musiałam się mierzyć w tamtym czasie udało mi się ukończyć kurs.

W momencie, gdy zaczynałaś kurs byłaś w wieku, w którym ludzie najczęściej odcinają kupony od tego co już się nauczyli, a Ty postanowiłaś iść pod prąd. Czy było łatwo?

Gdy zaczynałam kurs miałam czterdzieści dziewięć lat i tyle energii, że nic nie zdołałby mnie powstrzymać, a każdą trudność traktowałam jak wyzwanie. Może nie było łatwo, ale na pewno było warto. Życie już dużo wcześniej dawało mi sygnały typu „zrób coś ze sobą”, ale ja się uporczywie broniłam. Często jest tak, że życie daje ci wskazówki, gdzie masz iść, ale ty  uporczywie nie chcesz tam trafić.

Czy w takim razie gdybyś miała to doświadczenie i wiedzę które masz teraz i gdybyś mogła się cofnąć 5 lat wcześniej to podęłabyś tą samą decyzje?

Nie mogłabym jej podjąć wcześniej. Zrobiłam to wtedy, kiedy byłam gotowa by to zrobić. Każdy podejmuje w swoim życiu takie decyzje, które jest gotowy podjąć.

Wiem, że interesujesz się również medycyną naturalną. Czy to miało wpływ na twoją decyzję?

Tak, to prawda - od bardzo wielu lat interesuje mnie tematyka zdrowego stylu życia, zdrowego odżywania oraz medycyna niekonwencjonalna. To też niewątpliwie skłoniło mnie do szerszego poznania terapii techniką Bowena, która również zalicza się do dziedzin medycyny niekonwencjonalnej.

Konwencjonalne metody leczenia nie budzą mojego pełnego zaufania pomimo, iż dzięki nim udało się wyleczyć moje dziecko z choroby nowotworowej za co zawsze będę wdzięczna lekarzom.  Potem, gdy przyszło mi się mierzyć ze zwykła codziennością matki dzieci w wieku przedszkolnym, gdy dzieci co chwilę chorowały jedyne na co mogłam liczyć ze strony lekarzy to był kolejny steryd lub antybiotyk.  Wtedy się zbuntowałam i powiedziałam stop antybiotykom. Sprawdziłam dzieciom poziom witaminy D, zaczęłam szukać informacji o suplementacji i  zrobiłam inne niezbędne badania. Potem zaczęłam je sama suplementować i w zasadzie z każdej infekcji zaczęły wychodzić przy pomocy naturalnych metod. To sprawiło, że zaufałam medycynie naturalnej i do tej pory z niej korzystam.

Czy zdarzyły ci się jakieś spektakularne przypadki, gdzie terapia pomogła?

Najbardziej spektakularne przypadki to te, kiedy ktoś przychodzi z bólem, którego żadnym sposobem nie udało się uśmierzyć, a wychodzi z gabinetu bez bólu.  Owszem -  takie przypadki mi się zdarzają. Jeszcze bardziej spektakularne są wtedy, gdy ktoś podchodzi sceptycznie do terapii i nagle dzięki niej czuje się lepiej, a jego życie odzyskuje komfort.

Jeden z takich przypadków szczególnie utkwił mi w pamięci. Pamiętam znajomego, który prowadzi gospodarstwo ekologiczne i miał problem z rwą kulszową, która ciągnęła się kilka miesięcy. Leczył się u dobrych specjalistów ale ból nadal był… Dosyć często robiłam u niego zakupy i gdy pewnego razu miałam od niego odebrać zamówienie i zobaczyłam, jak zwija się z bólu od razu zaproponowałam zabieg. To było takie spontaniczne, a ja nie byłam nawet pewna, czy to zadziała, jednak chciałam zrobić wszystko by mu pomóc. Wtedy zwykły dotyk był dla niego ogromnym dyskomfortem, więc  zrobiłam procedurę, którą się stosuje na rwę kulszową, ale po stronie bolesnej właściwie markowałam dotyk, ponieważ odczuwał duży ból. Poleżał chwilę, by ciało mogło przetworzyć impulsy, a potem sam wstał z łóżka na które wcześniej ledwo się wdrapał. Ból zelżał na tyle, że mógł normalnie funkcjonować. To nie chodzi o to, że przestało go boleć zupełnie, ale była tak duża poprawa, że nie potrzebował zażywać środka przeciwbólowego, który od dawna mu towarzyszył. W tym przypadku wystarczył jeden zabieg, by jego efekt był widoczny.

Co jest najtrudniejsze w tej pracy?

Najtrudniejsze dla mnie jest znoszenie porażki. Np. gdy ktoś przyjdzie jeden raz i nie chce przyjść kolejny raz, bo nie pomogło za pierwszym razem i się zniechęca. Najczęściej tacy klienci przez wiele miesięcy leczą się na tą daną dolegliwość farmakologicznie  bez skutku, a ode mnie oczekują, że ona ustąpi po jednym zabiegu. No niestety nie jestem cudotwórcą. Ciężkie jest dla mnie również to, gdy robię kolejny zabieg i nie widzę efektu. Wtedy tracę pewność w to, że wybrałam dobrą procedurę, bo klient wciąż skarży się na to samo. Bardzo trudno jest mi znieść to, że nie potrafię pomóc.

Co wtedy robisz?

Staram się nie poddawać i wciąż próbuję nowych sposobów. W takiej stacji najczęściej korzystam z grupy wsparcia, gdzie mogę się skonsultować z kimś, kto ma większe doświadczenie. Czasem, co może się wydawać bardzo skomplikowane i wręcz dziwne - są ludzie, którzy wcale nie chcą wyzdrowieć. Jest część ludzi, którzy mają swego rodzaju korzyść z choroby, a to sprawia, że terapia nie przyniesie pożądanego efektu.

Co w takim razie jest najprzyjemniejsze w tej pracy?

Najprzyjemniejsze jest oczywiście to, jak klient wstaje z łózka i go nie boli. Przyjemna jest też dla mnie rozmowa z drugim człowiekiem. Wielu klientów otwiera się i potrafi mi powiedzieć coś, czego nie powie w domu i nie ma z tym problemu, bo wie, że ja nie wykorzystam tej wiedzy i nikomu nie powtórzę. Ludzie przede wszystkim potrzebują porozmawiać, a czasami nawet tylko usłyszeć swoje własne słowa.

Czy to jest Twoja pasja?

Zdecydowanie tak. Jest to coś co się lubi robić i daje mi ogromną satysfakcję, gdy mam cały dzień zapełniony zabiegami. Jednak czasem też przychodzą takie dni, gdy nie mam nikogo i dopadają mnie momenty zwątpienia. Zaczynam się wtedy zastanawiać, czy to na pewno dobrze robię i czy to jest ta właściwa droga dla mnie…  Ale to tylko chwilowe i myślę, że takie przemyślenia dotyczą każdego człowieka.

Czyli warto podążać za swoją pasją?

Oczywiście, że warto, a nawet należy. Widzisz,  ja mogłabym tkwić w jakiejś biurowej pracy, ale ona by mnie unieszczęśliwiała. Może nawet byłaby to lepiej płatna praca. Były też propozycje, abym została na etacie i w międzyczasie rozwijała to, co teraz robię, ale we mnie był taki hamulec, bo jak coś ma się rozwinąć w stu procentach, gdy ja będę temu poświęcała zaledwie kilka procent swojej uwagi? Tak się nie da… Bo albo jedno, albo drugie. Trzeba wybrać i mieć odwagę  postawić na siebie i na to, co podpowiada serce. Wtedy wszystko się zaczyna układać, a wiem to z własnego doświadczenia.

Gdybyś miała stworzyć swoją definicję pasji to jak by brzmiała?

Pasja to jest coś, co cię wciąga i nie potrafisz się temu oprzeć.

Lidka, bardzo dziękuje za wywiad i za możliwość doświadczenia na sobie tego, jak wygląda sesja terapeutyczna techniką Bowena.

Ja również dziękuje!

Fot. Po udanym wywiadzie i relaksującym zabiegu z Lidia Sacha:)

Przydatne linki:

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Z WIZYTĄ W LAVARE DESTYLARNIA LAWENDY – FOTORELACJA

Gdy jesienią ubiegłego roku dowiedziałam się że niedaleko Rzeszowa znajduje się plantacja lawendy, wiedziałam że muszę tam pojechać. Od razu skontaktowałam się z właścicielką i upewniwszy się, że odnajdę tam prawdziwą pasję, bez wahania zaproponowałam wywiad. Anna Rząsa, która od kilku lat prowadzi  Lavare Destylarnia Lawendy  z radością zgodziła się opowiedzieć mi historię powstania swojej firmy. Wspólnie jednak doszłyśmy do wniosku, że wywiad musimy odłożyć w czasie by poczekać aż lawenda zakwitnie. Czekałam więc wiele miesięcy, ale było warto! Ania wraz z rodziną ugościła mnie wspaniale. Nasz wywiad przeprowadzałyśmy zbierając lawendę, która następnie została poddana destylacji. Zanim na stronie pojawi się zapis naszej rozmowy, chciałabym podzielić się z Wami krótką fotorelacją którą zamieszczam poniżej. To właśnie za tymi drzwiami znajduje się destylarnia - królestwo Ani. Miejsce w którym materializują się marzenia, ale nie tylko... Zanim wyruszyłyśmy n

Wierze, że mi się uda. Anna Rząsa opowiada jak powstała jej plantacja lawendy i destylarnia Lavare.

Kim jest Anna Rząsa i jakie marzenie spełnia tu, w Kamieniu gdzie nie słychać gwaru miasta a w powietrzu unosi się zapach kwiatów? Od zawsze ciągnęło mnie do ziemi i pewnie dlatego wybierając studia padło na Archeologię. Ziemia rodzi skarby 😊 , które dopiero po latach odkryłam. Etatową archeolożką jednak nie zostałam, bo życie skierowało mnie na inne tory i na trzecim roku studiów skorzystałam z możliwości pracy w banku i tak przez 11 lat byłam panią z banku. Nie żałuję, bo tam wiele się nauczyłam i otworzyłam na ludzi oraz zrozumiałam, że jeśli się czegoś bardzo chce to każdy jest w stanie wszystkiego się nauczyć a wykształcenie nie przesądza o jego życiu. Zdążyłam się też zakochać, wyjść za mąż, przeprowadzić się na wieś do rodzinnego domu i urodzić trójkę dzieci. Ale to nie było to… Skąd w takim razie wziął się pomysł na to, aby posadę pracownika banku zamienić na właściciela destylarni Lavare oraz plantatorkę lawendy? To pączkowało przez kilka lat. Gdy po urodz

Ciesz się tym co robisz a reszta przyjdzie sama. Wywiad z Derekiem Michalskim – fotografem pełnym pasji.

  Derek Michalski – fotograf, poeta, trochę gitarzysta, zdecydowany przyjaciel energii odnawialnej. Redaktor naczelny i założyciel czasopisma LEMAG - Long Exposure Photography Magazine a wkrótce także Infrared Photography Magazine oraz redaktor naczelny The Voice of Renewables – portalu internetowego poświęconego energii odnawialnej na całym świecie, który organizuje konferencje i wystawy w tej branży.   Derka oraz jego żonę Mariolę miałam okazję poznać podczas mojej krótkiej wizyty w Wielkiej Brytani kilka miesięcy temu. Obydwoje mieszkają tam już od wielu lat. Dzięki ich niezwykłej uprzejmości mogłam towarzyszyć im w trakcie kilku plenerów fotograficznych oraz podglądać Dereka przy pracy. Przyznam, że każdy plener to było dla mnie niesamowite przeżycie pełne niespodziewanych zwrotów akcji w poszukiwaniu "tego właściwego" ujęcia. Nigdy też nie spotkałam osoby, której pasja wprost powaliła mnie na łopatki. Z ogromną przyjemnością przedstawiam wam Dereka, który jest niezwykl

PO PROSTU WŁOSKI! WYWIAD Z PAULINĄ, KTÓRA Z PRAWDZIWĄ PASJĄ UCZY JĘZYKA WŁOSKIEGO

Paulina  w tym roku ukończyła studia informatyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim  uzyskując tytuł magistra ze specjalności Modelowanie, Sterowanie i Sztuczna Inteligencja. W trakcie studiów zdobyła również dyplom z bioinformatyki. Od kilku miesięcy prowadzi własną firmę w której m. in. realizuje różne projekty informatyczne. Choć zna pięć języków, to jej prawdziwą pasją jest język włoski. Właśnie dlatego postanowiła udzielać korepetycji z  języka włoskiego i stworzyła bloga  poprostuwloski.pl .   Ambitna, uśmiechnięta, pełna zapału i optymizmu – takie wrażenie zrobiła na mnie Paulina w trakcie rozmowy, która odbyła się w jednej z krakowskich kawiarni.  Paulina, jak to się stało, że studentka informatyki zaczęła uczyć języka włoskiego? Zanim zaczęłam studia informatyczne w Polsce, przez jedenaście lat mieszkałam we Włoszech. Wyjechałam tam będąc 9-cio letnim dzieckiem. Tam również ukończyłam szkołę podstawową i średnią więc można powiedzieć, że jestem prawie Włoszką :). Nau

CHCĘ ODCZAROWAĆ POEZJĘ. DEBIUTUJĄCA POETKA MAŁGORZATA SZEPELAK OPOWIADA JAK POWSTAŁ JEJ TOMIK „KUFER CEDRU PEŁEN”

Małgorzata Szepelak  – poetka, wielbicielka książek i przyrody. Kocha podróże i koty. Jak sama mawia, w życiu wiele rzeczy ją fascynuje – zapach, jaki unosi się w teatrze, festiwale literackie i filmowe oraz wschody i zachody słońca. Uwielbia  słuchać ludzi, którzy mają COŚ do powiedzenia i potrafią dzielić się swoją wiedzą oraz pasją. Ten wywiad jest dla mnie wyjątkowy, bo wyjątkowy jest również mój gość. Razem z Małgorzatą studiowałyśmy dziennikarstwo i do dziś się przyjaźnimy. To dzięki niej odkryłam piękno Bieszczad, to właśnie ona zabrała mnie targi książki, gdzie zdobywałam swoje pierwsze autografy i to tylko dzięki niej stawiałam pierwsze kroki na nartach, choć nigdy nie wierzyłam, że dam radę. Wiele jej zawdzięczam. To ogromy zaszczyt, że mnie jako pierwszej udzieliła wywiadu. Poznajcie kobietę pełną pasji i debiutującą poetkę –   Małgorzatę Szepelak. Gosia, znamy się wiele lat i wiem, że słowo pisane jest w twoim życiu od dawna.  Potrafisz sobie przypomnieć nar

WIEM, ŻE TO JEST TO! WYWIAD Z VARIAVARIA KONICZYNKA – MAGDALENĄ RZEŹNICZEK-CZAPNIK

Magdalena Rzeźniczek-Czapnik  z wykształcenia jest socjologiem i ceramikiem artystycznym a także arteterapeutą. Stworzyła markę  VaraVaria Koniczynka , dzięki której na rynku pojawiała się unikalna biżuteria, która nie tylko zdobi, ale również pełni wyjątkową misję. Z sukcesami  działa również w obszarach związanych z rozwojem osobistym.  Magda, czy łatwo jest zaleźć czterolistną koniczynkę?  To zależy od tego, jak na to spojrzeć. Czterolistne koniczynki zbieram od dziecka, więc trudno jest mi to ocenić, choć wiele osób na pewno uważa, że jest to bardzo trudne. Ja mam w sobie taki odruch szukania koniczynek. Moi znajomi śmieją się, że ciągle jestem w pracy. Bywają dni, że nie znajdę ani jednej koniczynki ale bywają też takie, w których znajdę nawet siedem. Swoich koniczynek szukam wszędzie i wtedy, kiedy tylko mam okazję np. idąc na zakupy, wracając z pracy czy będąc w podróży. Nieważne czy jest to Gruzja, Szwajcaria,Turcja czy Albania. Koniczynki rosną wszędzie – oprócz

PASJA TO ENERGIA, KTÓRA NAPĘDZA MNIE DO DZIAŁANIA. WYWIAD Z IGĄ PRZYBYŚ – FIZJOTERAPEUTKĄ KONI

Iga Przybyś  – Mgr inż. Zootechnik i behawiorysta zwierząt. Od 2008 r. zajmuje się profesjonalną fizjoterapią koni. Posiada Certyfikat MEN Zoofizjoterapeuta Koni a także Certyfikat Diagnostyki Termowizyjnej. Jest również wykwalifikowanym masażystą koni, hipoterapeutą oraz instruktorem jazdy konnej. Od 2015 r. wspólnie z mężem, Bartłomiejem, który jest utytułowanym jeźdźcem oraz instruktorem jazy konnej prowadzą rodzinną firmę pod nazwą  „Przybyś Team” .   , Z Igą spotykam się w stadninie  Stajenka Leśne Szlaki w Straszydlu,  gdzie prowadzi rehabilitację koni. Tam również ma swoją siedzibę „Przybyś Team”. Igę podglądam przy pracy. Ma fantastyczny kontakt ze zwierzętami a uśmiech nie schodzi jej z twarzy. Jest osobą, po której od razu widać, że kocha to co robi.  IGA, CO JEST TWOJĄ PASJĄ? Moją pasją są konie – Praca i obcowanie z nimi. To wspaniałe i piękne zwierzęta. Niezwykle mądre i wrażliwe. SKĄD WZIĘŁO SIĘ ZAINTERESOWANIE KOŃMI I OD KIEDY TRWA? Generalnie, hopla

JESTEM ARTYSTĄ I WIEM, ŻE MAM TALENT. WYWIAD Z PIOTREM BORUTĄ – AKTOREM, BRZUCHOMÓWCĄ I KOMIKIEM.

Piotr Boruta    to wszechstronny aktor, brzuchomówca, klown, muzyk i komik. Finalista telewizyjnego show „Mam Talent” w którym wystąpił razem ze stworzoną przez siebie lalką o imieniu Czocher. Jako aktor na swoim koncie ma epizody w takich serialach jak  „Klan”, „M jak Miłość” czy „Na Dobre i na złe” .  Poza tym, ponad trzy dekady na scenie, miliony uśmiechów i setki przedstawień.  Piotr Boruta  to niewątpliwie wyjątkowa osobowość – pełna pasji, empatii i talentu . Poznajcie prawdziwego artystę. Panie Piotrze, od wielu lat występuje Pan na scenach całej Polski jako aktor, mim, klown, brzuchomówca… Które z tych zajęć jest Panu najbliższe i co tak naprawdę jest Pana pasją? Zdecydowanie aktorstwo i teatr. To właśnie aktorstwo otwiera mi drogę do realizacji wszystkich moich pasji. Z niego czerpię najbardziej. Jak zostaje się aktorem? Czy do bycia aktorem potrzebne są jakieś specjalne predyspozycje? Wielu osobom wydaje się, że potrzeba do tego ogromnej śmiało

TANGO ARGENTYŃSKIE – WSPÓLNA PASJA POMYSŁEM NA CIEKAWE ŻYCIE

Swoją pasją wciąż zarażają nowych adeptów tanga. Co tydzień organizują milongi i prowadzą cykliczny kurs podstaw tanga argentyńskiego. To właśnie dzięki nim w Rzeszowie mogą odbywać się liczne warsztaty, na których wiedzę o nauce tanga  można czerpać od mistrzów z całego świata. Poznajcie Anię i Sławka Sulenckich, którzy już od czterech lat każdą wolną chwilę spędzają tańcząc tango argentyńskie. Ania i Sławek Sulenccy Fot. Katarzyna Michno Adelto.pl Z Anią i Sławkiem spotykam się w hotelu  Fal c on , gdzie w każdy poniedziałkowy wieczór organizowana jest rzeszowska milonga, na której można zatańczyć prawdziwe Tango Argentyńskie. Oboje ubrani w wieczorowe stroje, oczekując na pierwsze tangowe rytmy wieczoru opowiedzieli mi o swojej pasji. Od czego zaczęła się Wasza przygoda z tangiem?   Sławek : Nasza przygoda z tangiem tak naprawdę zaczęła się już na studiach, gdy razem zapisaliśmy się na warsztaty z tanga argentyńskiego. Niestety, z  braku wystarczającej ilości chętny