Przejdź do głównej zawartości

TANGO ARGENTYŃSKIE – WSPÓLNA PASJA POMYSŁEM NA CIEKAWE ŻYCIE


Swoją pasją wciąż zarażają nowych adeptów tanga. Co tydzień organizują milongi i prowadzą cykliczny kurs podstaw tanga argentyńskiego. To właśnie dzięki nim w Rzeszowie mogą odbywać się liczne warsztaty, na których wiedzę o nauce tanga  można czerpać od mistrzów z całego świata.
Poznajcie Anię i Sławka Sulenckich, którzy już od czterech lat każdą wolną chwilę spędzają tańcząc tango argentyńskie.

Ania i Sławek Sulenccy Fot. Katarzyna Michno Adelto.pl

Z Anią i Sławkiem spotykam się w hotelu Falcon, gdzie w każdy poniedziałkowy wieczór organizowana jest rzeszowska milonga, na której można zatańczyć prawdziwe Tango Argentyńskie.
Oboje ubrani w wieczorowe stroje, oczekując na pierwsze tangowe rytmy wieczoru opowiedzieli mi o swojej pasji.
Od czego zaczęła się Wasza przygoda z tangiem?  
Sławek: Nasza przygoda z tangiem tak naprawdę zaczęła się już na studiach, gdy razem zapisaliśmy się na warsztaty z tanga argentyńskiego. Niestety, z  braku wystarczającej ilości chętnych warsztaty odwołano, ale zainteresowanie tangiem zostało. Kilkanaście lat później, zupełnie nieoczekiwanie tango samo upomniało się o nas.
Niektórzy mawiają, że tango wybiera tancerzy a nie na odwrót. Wszystko wskazuje więc na to,
że poczekało na odpowiedni moment  🙂
Ania:  To był przypadek. Na jednym ze spotkań towarzyskich zupełnie znienacka został poruszony temat tanga. Odżyły wspomnienia, które sprawiły, że postanowiliśmy wrócić do tego tańca. Zaczęliśmy przeszukiwać Internet i tak naprawdę to, gdzie  teraz jesteśmy zaczęło się od jednego
z filmików na  Youtube. Dosłownie powalił nas z nóg. To na nim zobaczyliśmy tango, jakie chcemy tańczyć. Było zupełnie inne niż to, które ogląda się na turniejach czy w Tańcu z Gwiazdami. To było tango argentyńskie.
Sławek: Tak. To było takie „wow”. Po obejrzeniu tego filmiku od razu zaczęliśmy szukać miejsca, gdzie mogli byśmy nauczyć się tańczyć takie tango.
Tango, które urzekło Anię i Sławka
I gdzie stawialiście swoje pierwsze kroki tanga argentyńskiego?
Sławek: Mieliśmy bardzo dużo szczęścia, ponieważ okazało się, że w tym czasie w Dynowie, w ramach jednego z projektów kulturalnych, organizowane były cykliczne warsztaty z prawdziwymi mistrzami tanga.  Udało nam się wziąć udział w kilku spotkaniach i to właśnie tam stawialiśmy pierwsze kroki tanga argentyńskiego. I dosłownie były to głównie tylko kroki  :). Tam również poznaliśmy inną parę, Elę i Wieśka, którzy złapali bakcyla tak samo jak my. To właśnie z nimi zaczęliśmy najpierw wspólnie ćwiczyć, zorganizowaliśmy milongi i rozpoczęliśmy organizację warsztatów. I tak to trwa do dziś.
Ania: Dziwiło nas,  że na początku nauka tanga polegała głównie na nauce prawidłowego chodzenia, ale byliśmy pokornymi uczniami. Mimo trudnych początków szybko złapaliśmy bakcyla.
Jak  dużo tanga jest teraz w Waszym życiu i jak udaje się Wam  godzić  pasję z innymi obowiązkami?
Ania: Trzeba przyznać, że tango trochę rządzi życiem  🙂
Sławek: Właściwie to zdecydowaną większość wolnego czasu poświęcamy na tango i jak dotąd, udaje nam się łączyć pasje z innymi obowiązkami. To wszystko jest kwestą ustalenia priorytetów. Jeżeli np. decydujemy, że zawsze w poniedziałki są milongi, to już od kilku lat nasi znajomi wiedzą, że w tym czasie jesteśmy nieosiągalni. Nawet będąc na wakacjach czy wyjazdach służbowych sprawdzamy gdzie w danym mieście organizowane są milongi i to do nich dostosowujemy swój wolny czas.
Gdy spędzaliśmy wakacje na Teneryfie, specjalnie wynajęliśmy samochód by  przejechać całą wyspę tylko po to, aby na jej drugim końcu zatańczyć na milondze. To byłoby trudne do wykonania, gdyby nas to nie pasjonowało. Jeżeli robisz coś z pasją, to sprawia Ci to przyjemność. Nie odczuwasz niedogodności.
Od roku prowadzicie w Rzeszowie cykliczne kursy podstaw tanga argentyńskiego.  Czy to znaczy,
że zwiążecie z tangiem swoje życie zawodowe?
Ania: Nie wiążemy z Tangiem przyszłości zawodowej. Zależy nam na tym, aby tango wypełniało nasz wolny czas i  z radością dzielimy się tym, co sami już umiemy.
Sławek: Nauka kogoś  bardzo nas mobilizuje. To taka nauka siebie przez naukę innych. Przygotowując się do zajęć dużo ćwiczymy  i dzięki temu dodatkowo szlifujemy swoje umiejętności. To sprawia, że sami możemy się  rozwijać. Razem z Anią uważamy, że nikt nie powinien uczyć się tanga tylko u jednej osoby. Aby naprawdę poznać ten taniec, trzeba  podglądać różnych mistrzów. Choć idea tanga argentyńskiego zawsze pozostaje taka sama, każdy mistrz ma swój styl, który warto poznać by potem wzbogacić swój własny warsztat.
Ania: Aby umożliwić to sobie, wszystkim naszym znajomym, którzy wraz z nami tańczą tango, a teraz jeszcze naszym kursantom, organizujemy różne warsztaty i zapraszamy nauczycieli tanga argentyńskiego z całej Polski i coraz częściej również takich, o międzynarodowej sławie.
Do tej pory w Rzeszowie gościli  m.in.: Paulina Policzkiewicz-Woźniak i Janek Woźniak – nauczyciele z najdłuższym stażem, którzy wprowadzali tango do Polski, Adrian Durso z Anią PawłowskąLuiza i Marcelo AlmironElise Roulin i Toni Kastelan, Agnieszka Stach i Tymoteusz Ley oraz wielu innych.
Warsztaty te odbywają się mniej więcej raz w miesiącu. Warto zaglądać na nasz fanpage Tango Argentino Rzeszów, bo właśnie tam  na bieżąco informujemy o takich wydarzeniach i ciekawostkach z tangowego świata.
Czy tango argentyńskie to łatwy taniec? Kto najczęściej tańczy tango?
Ania: Tango  nie jest łatwym tańcem. Największa trudność w nauce tanga argentyńskiego polega na tym, że trzeba pokonać bardzo mozolny początek. Dlatego też tango wybierają głównie osoby starsze. Takie, którym nie przeszkadza, że na efekt końcowy trzeba trochę poczekać. To nie jest taniec w stylu Salsy,  który daje szybki efekt i po kilku lekcjach można już się świetnie odnaleźć na dyskotece.
Sławek: Osoby dojrzalsze zwracają uwagę na co innego. Młodzi ludzie na kursach  poszukują tańca użytkowego. Takiego, który można tańczyć do muzyki puszczanej w klubach i dyskotekach a tango  tańczy się zazwyczaj tylko na milongach…
Ania: Dla mężczyzn, którzy chcą tańczyć tango argentyńskie prawdziwym wyzwaniem jest nauka prowadzenia partnerki. Dodatkowo, muszą oni umieć nie tylko prowadzić w tańcu ale również kontrolować to, co dzieje się na parkiecie.  Niestety, zwykle wtedy wielu kursantów się poddaje, ale staramy się nie dopuścić do takiej sytuacji.  Dla wszystkich, którzy chcą dodatkowo poćwiczyć z nami  organizujemy raz w tygodniu praktyki, na których w przyjaznej atmosferze można stawiać pierwsze kroki na parkiecie.
W takim razie kiedy można powiedzieć, że już umie się tańczyć tango argentyńskie?
Ania: Tango argentyńskie jest trudne, ale naprawdę warto wytrwać w nauce bo potem daje ogromną radość i satysfakcję. I to jest właśnie ten moment, w którym można powiedzieć, że już się umie tańczyć tango.  Moment, w którym czerpiesz radość z tańca. Potem to już tylko doskonalenie umiejętności, poznawanie nowych figur i kroków.

Ania i Sławek Sulenccy

Czy w trakcie tych kilku lat  zdarzały się Wam jakieś momenty kryzysowe?
Ania: Zdarzały się, ale bardzo rzadko. Polegały głównie na tym, że źle się nam tańczyło na jakiejś milondze.  Myśleliśmy, że już coś umiemy, a tu nagle nie chciało wychodzić. Zawsze najgorsza jest pierwsza milonga po warsztatach,  gdy obydwoje na raz próbujemy wprowadzić do tańca to, co właśnie się nauczyliśmy. Ale to nie jest tak, że nie będziemy tańczyć. Raczej nastawiamy się na to, że trzeba się bardziej przyłożyć do nauki. Bo jak się tańczy na milondze to trzeba to robić na 100% ! 🙂 Nie da się tańczyć na 80% ….
A jak postrzegacie tango teraz? Czy jest coś, co szczególnie Was w nim urzeka?
Sławek:  W tangu cudowne jest to, że mówimy tym samym językiem tańca na całym świecie. Gdziekolwiek pojedziemy. Nie muszę znać języka danego kraju, ale tańcząc tango dogadam
się z każdą kobieta prowadząc ją w tańcu.
Ania: Dla mnie fascynujące jest to, że wszędzie przychodzimy jak do siebie. Zasady panujące na milongach są takie same na całym świecie. Partnerzy poprzez cabaceo przyciągają się wzrokiem i zaczynają tańczyć. Pierwsze kroki to rozpoznanie swoich umiejętności, potem taniec i zabawa. Po trzech utworach tancerze żegnają się i czas na kolejną tandę.
Jednak tym, co najbardziej urzeka mnie w tangu jest to, że gdy wchodzisz na salę i widzisz 50 par tańczących do tego samego utworu to widzisz 50 różnych tańców. Każdy tańczy tango argentyńskie, ale równocześnie każdy tańczy co innego. I jak popatrzysz na salę, nawet nie słysząc muzyki to widzisz, że wszystkie te pary tańczą tango.  Z postawy, skupienia i zamkniętych oczu partnerek. No i te buty… 🙂

Ania i Sławek Sulenccy Fot. Katarzyna Michno Adelto.pl

Czym zachęcilibyście czytelników bloga Żyje z Pasją do nauki tanga i być może do odnalezienia w nim swojej pasji?
Sławek: Tango to świetne antidotum na stres i odskocznia od dnia codziennego. Jest doskonałe dla osób, które mają dużo pracy, szczególnie tej umysłowej, gdzie trzeba podejmować  dużo trudnych decyzji. Gdy zaczyna się tańczyć tango, to trzeba się wyłączyć. Nie ma takiej możliwości, żeby tańczyć tango argentyńskie i równocześnie myśleć o pracy czy o innych problemach. Jest partnerka, muzyka, parkiet i taniec.  I to jest właśnie magia tanga. Trzeba mu się oddać całkiem, albo wcale.
Ania: Tango jest również wspaniałym pomysłem na wspólne spędzanie czasu i scementowanie związku. Dzięki temu, że z tangiem nierozerwalnie połączone są milongi, szczególnie dla pań jest to dobry pretekst do tego, aby się ładnie ubrać i  nałożyć wieczorowy makijaż.
Na koniec chciałabym Was zapytać, czym Waszym zdaniem jest pasja?
Sławek: Pasja to coś, co porusza moje emocje i sprawia, że „mi się chce”. Odmładza!
Ania: Do tego co powiedział Sławek dodałabym jeszcze rozwój. Pasja to coś, co nas rozwija i inspiruje.
Bardzo Wam dziękuje za wywiad.
Ania i Sławek: My również dziękujemy.

Mini słowniczek:
Tango Argentyńskie –  rodzaj muzyki i taniec zapoczątkowany w Argentynie i w Urugwaju. Klasyczne tango argentyńskie jest tańcem charakteryzującym się improwizacją i bliskością partnerów.  Liryka tang wyraża zazwyczaj smutek lub zawód miłosny. Charakterystycznym instrumentem muzyki tanga argentyńskiego  jest bandoneon. 
Tango – zarówno taniec, jak i muzyka – jest częścią światowego niematerialnego dziedzictwa kulturowego ludzkości i w 2009 roku zostało wpisane na listę niematerialnego dziedzictwa  UNESCO. 
Milonga –  oznacza miejsce albo imprezę taneczną, na której tańczy się tango argentyńskie. Na milongach wymagany jest stój taki, jak na dancingach. W trakcie milong nie pije się mocnych alkoholi, ponieważ równowaga w tangu jest podstawą. Na sali tanecznej krzesła ustawione są dookoła. Ten rodzaj siedzenia sprzyja cabaceo – proszenie do tańca oczami.
Cabaceo –  tradycyjny sposób zapraszania do tanga argentyńskiego za pomocą  kontaktu wzrokowego i ruchu głowy. Kobieta może odwrócić głowę, co oznacza, że nie chce tańczyć z mężczyzną. Jeżeli jednak podtrzymuje kontakt wzrokowy to jest to znak zaproszenia. Mężczyzna, nie spuszczając wzroku, podchodzi do kobiety i odprowadza ją na parkiet. Następnie oboje stają na linii tańca, przeciwnie do wskazówek zegara. Nigdy nie przechodzą przez środek parkietu.
Tanda –  to 3-5 utworów muzycznych granych w tym samym stylu.  Utwory oddzielone krótką przerwą – cortiną. Tandę zawsze tańczy się do końca z tą samą partnerką. Jeżeli na milongę przychodzi para, to w dobrym tonie jest zatańczyć pierwszą oraz ostatnią tandę ze swoją partnerką.
Cortina –  krótki muzyczny przerywnik pomiędzy tandami. Umożliwia on tancerzom zejście z parkietu oraz zmianę partnerów.
 źródło: Wikipedia oraz informacje od Ani i Sławka Sulenckich zdobyte w trakcie wywiadu. 

Przydatne linki:
Hotel Falcon – to tu,  w każdy poniedziałek  od godz. 20.00 organizowane są milongi w Rzeszowie.
Fanpage Tango Argentino Rzeszów – na tej stronie na bieżąco publikowane są informacje o warsztatach, milongach oraz inne przydatne informacje ze świata tanga.
Sensual Latin Dance  – szkoła, w której raz w tygodniu, w środy o godz. 20.00 organizowany jest kurs podstaw tanga argentyńskiego w Rzeszowie.
Adelto.pl  – autorką m.in. zdjęcia głównego jest Katarzyna Michno, której pasją jest fotografia i … tango 🙂

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wszystko dzieje się w swoim czasie. Wywiad z Lidią Sachą – dyplomowaną terapeutką techniki Bowena.

  Lidia Sacha - dyplomowana terapeutka techniki Bowena, która prowadzi swoją praktykę w Rzeszowie. Zagorzała zwolenniczka naturalnych metod leczenia i zdrowego odżywiania.   W wieku 49 lat obróciła swoje życie do góry nogami, by podążać za swoją pasją. W wywiadzie opowiada, jak tego dokonała. Zapraszam!  Lidka, jak rozpoczęła się twoja przygoda z techniką Bowena? Właściwie doprowadziła do tego seria zbiegów okoliczności. Wcześniej pracowałam jako pracownik administracyjny na wyższej uczelni, gdzie zajmowałam się projektami unijnymi oraz organizacją zajęć dla studentów. Jednak gdy uczelnia zaczęła podupadać, a w pracy zostało mi tylko przygotowywanie dokumentacji do projektów badawczych wiedziałam, że muszę się rozejrzeć za inną pracą. W międzyczasie pracowałam jeszcze w stowarzyszeniu, jednak brakowało mi kontaktu z ludźmi. Niestety w tamtym czasie nie miałam żadnego pomysłu na swoją dalszą karierę zawodową. Dlatego, gdy koleżanka zaproponowała mi pracę w fundacji z projektu unijneg

Z WIZYTĄ W LAVARE DESTYLARNIA LAWENDY – FOTORELACJA

Gdy jesienią ubiegłego roku dowiedziałam się że niedaleko Rzeszowa znajduje się plantacja lawendy, wiedziałam że muszę tam pojechać. Od razu skontaktowałam się z właścicielką i upewniwszy się, że odnajdę tam prawdziwą pasję, bez wahania zaproponowałam wywiad. Anna Rząsa, która od kilku lat prowadzi  Lavare Destylarnia Lawendy  z radością zgodziła się opowiedzieć mi historię powstania swojej firmy. Wspólnie jednak doszłyśmy do wniosku, że wywiad musimy odłożyć w czasie by poczekać aż lawenda zakwitnie. Czekałam więc wiele miesięcy, ale było warto! Ania wraz z rodziną ugościła mnie wspaniale. Nasz wywiad przeprowadzałyśmy zbierając lawendę, która następnie została poddana destylacji. Zanim na stronie pojawi się zapis naszej rozmowy, chciałabym podzielić się z Wami krótką fotorelacją którą zamieszczam poniżej. To właśnie za tymi drzwiami znajduje się destylarnia - królestwo Ani. Miejsce w którym materializują się marzenia, ale nie tylko... Zanim wyruszyłyśmy n

Wierze, że mi się uda. Anna Rząsa opowiada jak powstała jej plantacja lawendy i destylarnia Lavare.

Kim jest Anna Rząsa i jakie marzenie spełnia tu, w Kamieniu gdzie nie słychać gwaru miasta a w powietrzu unosi się zapach kwiatów? Od zawsze ciągnęło mnie do ziemi i pewnie dlatego wybierając studia padło na Archeologię. Ziemia rodzi skarby 😊 , które dopiero po latach odkryłam. Etatową archeolożką jednak nie zostałam, bo życie skierowało mnie na inne tory i na trzecim roku studiów skorzystałam z możliwości pracy w banku i tak przez 11 lat byłam panią z banku. Nie żałuję, bo tam wiele się nauczyłam i otworzyłam na ludzi oraz zrozumiałam, że jeśli się czegoś bardzo chce to każdy jest w stanie wszystkiego się nauczyć a wykształcenie nie przesądza o jego życiu. Zdążyłam się też zakochać, wyjść za mąż, przeprowadzić się na wieś do rodzinnego domu i urodzić trójkę dzieci. Ale to nie było to… Skąd w takim razie wziął się pomysł na to, aby posadę pracownika banku zamienić na właściciela destylarni Lavare oraz plantatorkę lawendy? To pączkowało przez kilka lat. Gdy po urodz

Ciesz się tym co robisz a reszta przyjdzie sama. Wywiad z Derekiem Michalskim – fotografem pełnym pasji.

  Derek Michalski – fotograf, poeta, trochę gitarzysta, zdecydowany przyjaciel energii odnawialnej. Redaktor naczelny i założyciel czasopisma LEMAG - Long Exposure Photography Magazine a wkrótce także Infrared Photography Magazine oraz redaktor naczelny The Voice of Renewables – portalu internetowego poświęconego energii odnawialnej na całym świecie, który organizuje konferencje i wystawy w tej branży.   Derka oraz jego żonę Mariolę miałam okazję poznać podczas mojej krótkiej wizyty w Wielkiej Brytani kilka miesięcy temu. Obydwoje mieszkają tam już od wielu lat. Dzięki ich niezwykłej uprzejmości mogłam towarzyszyć im w trakcie kilku plenerów fotograficznych oraz podglądać Dereka przy pracy. Przyznam, że każdy plener to było dla mnie niesamowite przeżycie pełne niespodziewanych zwrotów akcji w poszukiwaniu "tego właściwego" ujęcia. Nigdy też nie spotkałam osoby, której pasja wprost powaliła mnie na łopatki. Z ogromną przyjemnością przedstawiam wam Dereka, który jest niezwykl

PO PROSTU WŁOSKI! WYWIAD Z PAULINĄ, KTÓRA Z PRAWDZIWĄ PASJĄ UCZY JĘZYKA WŁOSKIEGO

Paulina  w tym roku ukończyła studia informatyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim  uzyskując tytuł magistra ze specjalności Modelowanie, Sterowanie i Sztuczna Inteligencja. W trakcie studiów zdobyła również dyplom z bioinformatyki. Od kilku miesięcy prowadzi własną firmę w której m. in. realizuje różne projekty informatyczne. Choć zna pięć języków, to jej prawdziwą pasją jest język włoski. Właśnie dlatego postanowiła udzielać korepetycji z  języka włoskiego i stworzyła bloga  poprostuwloski.pl .   Ambitna, uśmiechnięta, pełna zapału i optymizmu – takie wrażenie zrobiła na mnie Paulina w trakcie rozmowy, która odbyła się w jednej z krakowskich kawiarni.  Paulina, jak to się stało, że studentka informatyki zaczęła uczyć języka włoskiego? Zanim zaczęłam studia informatyczne w Polsce, przez jedenaście lat mieszkałam we Włoszech. Wyjechałam tam będąc 9-cio letnim dzieckiem. Tam również ukończyłam szkołę podstawową i średnią więc można powiedzieć, że jestem prawie Włoszką :). Nau

JESTEM ARTYSTĄ I WIEM, ŻE MAM TALENT. WYWIAD Z PIOTREM BORUTĄ – AKTOREM, BRZUCHOMÓWCĄ I KOMIKIEM.

Piotr Boruta    to wszechstronny aktor, brzuchomówca, klown, muzyk i komik. Finalista telewizyjnego show „Mam Talent” w którym wystąpił razem ze stworzoną przez siebie lalką o imieniu Czocher. Jako aktor na swoim koncie ma epizody w takich serialach jak  „Klan”, „M jak Miłość” czy „Na Dobre i na złe” .  Poza tym, ponad trzy dekady na scenie, miliony uśmiechów i setki przedstawień.  Piotr Boruta  to niewątpliwie wyjątkowa osobowość – pełna pasji, empatii i talentu . Poznajcie prawdziwego artystę. Panie Piotrze, od wielu lat występuje Pan na scenach całej Polski jako aktor, mim, klown, brzuchomówca… Które z tych zajęć jest Panu najbliższe i co tak naprawdę jest Pana pasją? Zdecydowanie aktorstwo i teatr. To właśnie aktorstwo otwiera mi drogę do realizacji wszystkich moich pasji. Z niego czerpię najbardziej. Jak zostaje się aktorem? Czy do bycia aktorem potrzebne są jakieś specjalne predyspozycje? Wielu osobom wydaje się, że potrzeba do tego ogromnej śmiało

WIEM, ŻE TO JEST TO! WYWIAD Z VARIAVARIA KONICZYNKA – MAGDALENĄ RZEŹNICZEK-CZAPNIK

Magdalena Rzeźniczek-Czapnik  z wykształcenia jest socjologiem i ceramikiem artystycznym a także arteterapeutą. Stworzyła markę  VaraVaria Koniczynka , dzięki której na rynku pojawiała się unikalna biżuteria, która nie tylko zdobi, ale również pełni wyjątkową misję. Z sukcesami  działa również w obszarach związanych z rozwojem osobistym.  Magda, czy łatwo jest zaleźć czterolistną koniczynkę?  To zależy od tego, jak na to spojrzeć. Czterolistne koniczynki zbieram od dziecka, więc trudno jest mi to ocenić, choć wiele osób na pewno uważa, że jest to bardzo trudne. Ja mam w sobie taki odruch szukania koniczynek. Moi znajomi śmieją się, że ciągle jestem w pracy. Bywają dni, że nie znajdę ani jednej koniczynki ale bywają też takie, w których znajdę nawet siedem. Swoich koniczynek szukam wszędzie i wtedy, kiedy tylko mam okazję np. idąc na zakupy, wracając z pracy czy będąc w podróży. Nieważne czy jest to Gruzja, Szwajcaria,Turcja czy Albania. Koniczynki rosną wszędzie – oprócz

PASJA TO ENERGIA, KTÓRA NAPĘDZA MNIE DO DZIAŁANIA. WYWIAD Z IGĄ PRZYBYŚ – FIZJOTERAPEUTKĄ KONI

Iga Przybyś  – Mgr inż. Zootechnik i behawiorysta zwierząt. Od 2008 r. zajmuje się profesjonalną fizjoterapią koni. Posiada Certyfikat MEN Zoofizjoterapeuta Koni a także Certyfikat Diagnostyki Termowizyjnej. Jest również wykwalifikowanym masażystą koni, hipoterapeutą oraz instruktorem jazdy konnej. Od 2015 r. wspólnie z mężem, Bartłomiejem, który jest utytułowanym jeźdźcem oraz instruktorem jazy konnej prowadzą rodzinną firmę pod nazwą  „Przybyś Team” .   , Z Igą spotykam się w stadninie  Stajenka Leśne Szlaki w Straszydlu,  gdzie prowadzi rehabilitację koni. Tam również ma swoją siedzibę „Przybyś Team”. Igę podglądam przy pracy. Ma fantastyczny kontakt ze zwierzętami a uśmiech nie schodzi jej z twarzy. Jest osobą, po której od razu widać, że kocha to co robi.  IGA, CO JEST TWOJĄ PASJĄ? Moją pasją są konie – Praca i obcowanie z nimi. To wspaniałe i piękne zwierzęta. Niezwykle mądre i wrażliwe. SKĄD WZIĘŁO SIĘ ZAINTERESOWANIE KOŃMI I OD KIEDY TRWA? Generalnie, hopla

CHCĘ ODCZAROWAĆ POEZJĘ. DEBIUTUJĄCA POETKA MAŁGORZATA SZEPELAK OPOWIADA JAK POWSTAŁ JEJ TOMIK „KUFER CEDRU PEŁEN”

Małgorzata Szepelak  – poetka, wielbicielka książek i przyrody. Kocha podróże i koty. Jak sama mawia, w życiu wiele rzeczy ją fascynuje – zapach, jaki unosi się w teatrze, festiwale literackie i filmowe oraz wschody i zachody słońca. Uwielbia  słuchać ludzi, którzy mają COŚ do powiedzenia i potrafią dzielić się swoją wiedzą oraz pasją. Ten wywiad jest dla mnie wyjątkowy, bo wyjątkowy jest również mój gość. Razem z Małgorzatą studiowałyśmy dziennikarstwo i do dziś się przyjaźnimy. To dzięki niej odkryłam piękno Bieszczad, to właśnie ona zabrała mnie targi książki, gdzie zdobywałam swoje pierwsze autografy i to tylko dzięki niej stawiałam pierwsze kroki na nartach, choć nigdy nie wierzyłam, że dam radę. Wiele jej zawdzięczam. To ogromy zaszczyt, że mnie jako pierwszej udzieliła wywiadu. Poznajcie kobietę pełną pasji i debiutującą poetkę –   Małgorzatę Szepelak. Gosia, znamy się wiele lat i wiem, że słowo pisane jest w twoim życiu od dawna.  Potrafisz sobie przypomnieć nar