Przejdź do głównej zawartości

SZKOLENIE PSÓW – PASJA, Z KTÓREJ DA SIĘ ŻYĆ





Z wykształcenia socjolog, ale przyroda od zawsze go fascynowała. Już jako dziecko miał prawie wszystkie zwierzęta, jakie można trzymać w domu i marzył o tym, aby zostać weterynarzem.
W wolnej chwili przemierza Bieszczady, które już nie mają przed nim żadnych tajemnic.

Poznajcie Sławka – tresera psów, który żyje z pasją  i z pasji.
Sławku, jak znalazłeś się w miejscu w którym jesteś teraz? Czy był jakiś moment przełomowy?
Momentem przełomowym był na pewno wrzesień 2010 roku. Wtedy w moim życiu pojawiła się Diuna – czarny, rezolutny labrador, który przewrócił moje życie do góry nogami. Od razu wiedziałem, że chcę, aby Diuna była posłusznym i dobrze wyszkolonym psem, dlatego postanowiłem skorzystać z dostępnych wtedy szkoleń dla psów. Gdy skończyliśmy pierwszy kurs  tzw.  „przedszkole dla szczeniaków”, pozostał mi po nim pewien niedosyt. Czegoś mi w nim brakowało, ale do końca nie wiedziałem czego. Planowałem oczywiście kolejne kursy z Diuną, jednak zanim się rozpoczęły, sam postanowiłem rozeznać temat i  tak trafiłem na Jacka Gałuszkę  – założyciela Wesołej Łapki i  znanego behawiorystę.
Wesoła Łapka to szkoła, która oferuje nie tylko szkolenia psów ale również kursy trenerskie. Po krótkim namyśle postanowiłem, że sam zrobię taki kurs. Pomyślałem, że skoro mam inwestować kolejne pieniądze w następne szkolenie dla swojego psa, to wolę dołożyć trochę więcej pieniędzy i zdobyć wiedzę, która w przyszłości pozwoli mi wyszkolić Diunę we własnym zakresie. Wtedy nie przeszło mi nawet przez myśl, że będę się tym zajmował zawodowo.
Co sprawiło, że jednak zostałeś instruktorem szkolenia psów?
Gdy zacząłem kurs trenerski, od samego początku czułem się w tym dobrze. Kontakt z psami nie sprawia mi żadnego problemu, a nawet można powiedzieć, że czułem się w tym jak przysłowiowa „ryba w wodzie”. Poznałem tam  wielu fantastycznych ludzi i zaprzyjaźniłem się z Jackiem Gałuszką. Gdy szkolenie dobiegało końca Jacek zaproponował mi otworzenie oddziału Wesołej Łapki w Rzeszowie. Po krótkim namyśle zgodziłem się. I właśnie od  tego momentu zaczęła się jedna z największych przygód w moim życiu.
Czy pracowałeś wtedy zawodowo?
Tak. Pracowałem na etacie jako handlowiec w firmie motoryzacyjnej. Oprócz tego prowadziłem również swoją działalność gospodarczą, w ramach której zajmowałem się rekrutacją i szkoleniem pracowników różnych firm z umiejętności miękkich. Szkolenie więc nie było mi obce, ale jak do tej pory szkoliłem tylko ludzi.
Zrezygnowałeś z tych zajęć aby rozpocząć kursy szkolenia psów?
Nie chciałem od razu rezygnować z dotychczasowej pracy, ponieważ nie byłem do końca pewny, czy nowy pomysł wypali. Na początku zajęcia ze szkolenia psów prowadziłem ze swoim bratem, który razem ze mną ukończył kurs trenerski w Wesołej Łapce. To pozwalało nam dostosować nasz wolny czas do potrzeb kursantów.
 Teraz zajmujesz się już tylko szkoleniem psów. Czy łatwo było rzucić etat?
Absolutnie nie! W firmie, w której wówczas pracowałem spędziłem szmat swojego życia. Praca na etacie dawała mi poczucie bezpieczeństwa i stabilizację finansową. Tak przynajmniej wtedy myślałem. Trudno rezygnuje się z takich rzeczy. Pamiętam, że przed podjęciem decyzji zadzwoniłem do znajomej trenerki, która zanim zaczęła szkolić psy była dyrektorem w dużej, międzynarodowej firmie. Zapytałem ją o to, co mam zrobić i jak ona ocenia swoją decyzję o porzuceniu etatu. Odpowiedziała mi, że choć nie zarabia teraz takich pieniędzy jak wcześniej, to jest najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, bo robi to co kocha. Wtedy, jej słowa tylko przypieczętowały moją decyzję.
Co sądzisz o pojęciu stabilizacja teraz, gdy  prowadzisz własną firmę?
Jeżeli miałbym teraz opisać czym jest dla mnie stabilizacja, to użyłbym tylko dwóch słów: „moje życie”. Moje życie jest teraz stabilne i nic więcej, poza tym co mam nie potrzebuję. Owszem, bywają gorsze miesiące, ale to mnie nie zniechęca tylko bardziej mobilizuje. Zawsze uważałem, że wolę być niż mieć. Robię to co lubię i  właściwie można powiedzieć, że nie pracuję. Mam pracę, którą kocham i fantastyczną rodzinę. Generalnie jest po prostu fajnie.
Opowiedz w takim razie jak wyglądają kursy dla psów, które prowadzisz i dlaczego warto brać w nich udział?
Gdy stajemy się posiadaczami psa, wyobrażamy sobie, że grzecznie chodzi z nami na smyczy, przybiega na  zawołanie i potrafi  zachować się poprawnie w miejscach publicznych. Niestety, nie zawsze nasze wyobrażenia pokrywają się z rzeczywistością. Psy ciągną smycz, są agresywne w stosunku do ludzi i innych zwierząt i nie słuchają komend. Aby pomóc właścicielom psów w radzeniu sobie miedzy innymi z takimi problemami powstały szkolenia z tresury psów.
W Wesołej Łapce oferujemy wiele rodzajów szkoleń dla psów, które pomagają dostosować szkolenie psa do oczekiwań jego właściciela. Na naszych zajęciach nigdy nie dostosowujemy psa do metody tylko metodę do psa. Wesoła Łapka to szkoła,  gdzie korzystamy ze sprawdzonej metodologii, która została wypracowana dzięki zaangażowaniu i współpracy wszystkich trenerów. Teraz, w całej Polsce jest nas około dwudziestu. Wciąż jesteśmy w stałym kontakcie i na bieżąco wymieniamy się doświadczeniami. Dzięki temu, możemy zaoferować każdemu kursantowi gwarancje satysfakcji.
Czy w trakcie kursów spotykasz się z jakimiś problemami? Jeżeli tak, to jakiego typu są to problemy?
W trakcie kursów  pojawia się głównie jeden problem – problem niezrozumienia psa przez właściciela. Niestety, jeżeli właściciel nie rozumie swojego psa, to nie jest w stanie zapewnić mu zaspokojenia podstawowych potrzeb. Stąd właśnie bierze się większość kłopotów z którymi nie radzą sobie moi kursanci.
Jak w takim razie  radzisz sobie z rozwiązywaniem tych problemów?
Na szczęście program kursów organizowanych w ramach Wesołej Łapki  pomaga właścicielom bardziej zrozumieć swojego czworonoga, a co za tym idzie wyeliminować jego niepożądane zachowania.  Natomiast, jeżeli chodzi o indywidualne problemy behawioralne u psów, to zawsze zaczynamy od wykluczenia problemów zdrowotnych. Wtedy kieruję właściciela psa do weterynarza aby zrobił komplet badań i wykluczył chorobę. Jeżeli choroba u psa zostanie wykluczona, to zabieramy się za jego „głowę”. Gdy zwierzę coś boli, to nigdy nie uda się nam pracować nad jego psychiką.
Przed chwilą skończyła się lekcja, którą prowadziłeś i w której miałam okazję uczestniczyć. Odniosłam nieodparte wrażenie, że to ciężka praca nie tyle psów, co ich właścicieli. Jak oceniasz  ich zaangażowanie?
Ten kurs wymaga wysiłku, zaangażowania oraz systematyczności i to głównie właśnie ze strony właścicieli psów. Takie informację przekazuje na samym początku kursu – zawsze zaczynam od wykładu z teorią. Czasami widzę, że brak szybkich postępów w nauce psa rodzi frustrację wśród ich właścicieli. Niestety, wynika to głównie z braku systematycznej pracy na zajęciach oraz pomiędzy nimi.
Zdaję sobie sprawę z tego, że teraz żyje się w szybkim tempie i nie każdy zawsze znajdzie czas a dodatkową pracę ze swoim psem, dlatego nie wypominam błędów. Nigdy nie mówię, że coś  zrobiło się źle, ale staram się mówić to, co zrobić w zamian np. zróbcie to tym sposobem, zamiast tego, który się do tej pory nie sprawdził. Natomiast, jeżeli ktoś pracuje z zajęć na zajęcia to zawsze jest zadowolony z efektów.



Sławku,  na co należy zwrócić uwagę przy podejmowaniu decyzji o zakupie psa?
Przy zakupie psa pierwszą rzeczą, na jaką należy zwrócić uwagę to to, ile będziemy mu w stanie poświęcić czasu i jaką rolę będzie pełnił w naszym życiu. Potem trzeba wybrać rasę, której predyspozycje najlepiej będą pasowały do naszych możliwości. Jeżeli osoba, która całymi dniami pracuje i nie ma jej w domu kupi np. Owczarka Niemieckiego, który potrzebuje dużo ruchu i towarzystwa to postąpi bardzo nieodpowiedzialnie. Ten pies będzie bardzo cierpiał, bo nie zostaną zaspokojone jego pierwotne potrzeby. Z czasem najpewniej pojawią się u niego różne zachowania obsesyjno-kompulsywne jak agresja, niszczenie różnych przedmiotów itd. 
Najgorszą rzeczą, która w mojej opinii może spotkać psa to jest nieświadomy właściciel domu z ogrodem lub łatka psa rodzinnego. W pierwszej sytuacji spotykam się z myśleniem, że skoro właściciel ma swoją ogrodzoną działkę obok domu, to jego pies może na niej spędzić całe życie a on nie musi chodzić na spacery. Nic bardziej mylnego! Pies do prawidłowego rozwoju potrzebuje zmiany otoczenia, co umożliwi mu poznawanie różnych zapachów i stymulacje zmysłu węchu – najważniejszego zmysłu u psów. Wszystkie zapachy na działce obok domu pies pozna w jeden dzień…
Jeżeli chodzi o łatkę psa rodzinnego, należy pamiętać, że pies to nie zabawka tylko zwierzę wymagające odpowiedniego traktowania.
Trzeba również zwrócić uwagę na to, aby psa kupować z certyfikowanej hodowli i ze sprawdzonych źródeł. W Polsce, rozmnażanie psów bez nadzoru związku Kynologicznego jest niezgodne z prawem. Nabywając psa z hodowli będziemy mieć pewność, że unikniemy wielu chorób u swojego pupila, które potrafią być bardzo uciążliwe dla psów i niezwykle kosztowne dla ich właścicieli.
 Czy szkolenie psów, oprócz tego, że daje ci ogromną satysfakcje wnosi w twoje życie jakąś wartość dodaną?
Tą wartością dodaną jest z pewnością masa przyjaźni, którą zawarłem, odkąd zacząłem zajmować się szkoleniem psów. To są nie tylko inni trenerzy w Wesołej Łapce, w której jesteśmy jak jedna wielka rodzina, ale również wielu moich kursantów.
Jak wypoczywasz? Co robisz w wolnym czasie?
Swój wolny czas najczęściej spędzam w górach, które są moją drugą pasją. Gdy pogoda nie sprzyja lub czasu jest mniej, to  wystarczy że pojadę w Bieszczady i oko nacieszę.  Góry dodają mi energii. Nie odpoczywam leżąc. Leżąc się męczę! Teraz odkrywanie Bieszczad ma dla mnie inny, ale bardzo fascynujący wymiar. Odkrywam je z małym dzieckiem, któremu staram się pokazać wszystko na nowo. Po wielu latach, gdy na wiele rzeczy przestałem już zwracać uwagę nagle, pokazując je swojej córce odkrywam je na nowo.
Sławku, czy masz jakąś radę dla osób, które dopiero szukają swojej pasji? Jak mają się do tego zabrać?
Moja pasja do zwierząt była we mnie od dzieciństwa –  ja pozwoliłem jej tylko przejąć stery w swoim życiu. Pasją do gór natomiast zaraziła mnie moja żona, więc tak naprawdę nigdy nie zajmowałem się poszukiwaniem pasji i nie wiem jak to jest. Może receptą będzie zajrzenie w głąb siebie i wsłuchanie się w głos swojego serca? 
Czym twoim zdaniem jest pasja?
Pasja dla mnie to jest coś, co daje mi radość i chęć do wstawania rano. Siłę do tego aby wspiąć się na wysoką górę przez kilka godzin bez względu na pogodę. Pasja jest potrzebna. Mam wrażenie, że jak ktoś żyje bez pasji to jego życie jest kompletnie „żadne”.
Czy  teraz jesteś szczęśliwy?
Tak, ja jestem bardzo szczęśliwy i nigdy nie żałowałem tej decyzji. A to już prawie trzy lata…
Bardzo dziękuje za wywiad.
Ja również.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wszystko dzieje się w swoim czasie. Wywiad z Lidią Sachą – dyplomowaną terapeutką techniki Bowena.

  Lidia Sacha - dyplomowana terapeutka techniki Bowena, która prowadzi swoją praktykę w Rzeszowie. Zagorzała zwolenniczka naturalnych metod leczenia i zdrowego odżywiania.   W wieku 49 lat obróciła swoje życie do góry nogami, by podążać za swoją pasją. W wywiadzie opowiada, jak tego dokonała. Zapraszam!  Lidka, jak rozpoczęła się twoja przygoda z techniką Bowena? Właściwie doprowadziła do tego seria zbiegów okoliczności. Wcześniej pracowałam jako pracownik administracyjny na wyższej uczelni, gdzie zajmowałam się projektami unijnymi oraz organizacją zajęć dla studentów. Jednak gdy uczelnia zaczęła podupadać, a w pracy zostało mi tylko przygotowywanie dokumentacji do projektów badawczych wiedziałam, że muszę się rozejrzeć za inną pracą. W międzyczasie pracowałam jeszcze w stowarzyszeniu, jednak brakowało mi kontaktu z ludźmi. Niestety w tamtym czasie nie miałam żadnego pomysłu na swoją dalszą karierę zawodową. Dlatego, gdy koleżanka zaproponowała mi pracę w fundacji z projektu unijneg

Z WIZYTĄ W LAVARE DESTYLARNIA LAWENDY – FOTORELACJA

Gdy jesienią ubiegłego roku dowiedziałam się że niedaleko Rzeszowa znajduje się plantacja lawendy, wiedziałam że muszę tam pojechać. Od razu skontaktowałam się z właścicielką i upewniwszy się, że odnajdę tam prawdziwą pasję, bez wahania zaproponowałam wywiad. Anna Rząsa, która od kilku lat prowadzi  Lavare Destylarnia Lawendy  z radością zgodziła się opowiedzieć mi historię powstania swojej firmy. Wspólnie jednak doszłyśmy do wniosku, że wywiad musimy odłożyć w czasie by poczekać aż lawenda zakwitnie. Czekałam więc wiele miesięcy, ale było warto! Ania wraz z rodziną ugościła mnie wspaniale. Nasz wywiad przeprowadzałyśmy zbierając lawendę, która następnie została poddana destylacji. Zanim na stronie pojawi się zapis naszej rozmowy, chciałabym podzielić się z Wami krótką fotorelacją którą zamieszczam poniżej. To właśnie za tymi drzwiami znajduje się destylarnia - królestwo Ani. Miejsce w którym materializują się marzenia, ale nie tylko... Zanim wyruszyłyśmy n

Wierze, że mi się uda. Anna Rząsa opowiada jak powstała jej plantacja lawendy i destylarnia Lavare.

Kim jest Anna Rząsa i jakie marzenie spełnia tu, w Kamieniu gdzie nie słychać gwaru miasta a w powietrzu unosi się zapach kwiatów? Od zawsze ciągnęło mnie do ziemi i pewnie dlatego wybierając studia padło na Archeologię. Ziemia rodzi skarby 😊 , które dopiero po latach odkryłam. Etatową archeolożką jednak nie zostałam, bo życie skierowało mnie na inne tory i na trzecim roku studiów skorzystałam z możliwości pracy w banku i tak przez 11 lat byłam panią z banku. Nie żałuję, bo tam wiele się nauczyłam i otworzyłam na ludzi oraz zrozumiałam, że jeśli się czegoś bardzo chce to każdy jest w stanie wszystkiego się nauczyć a wykształcenie nie przesądza o jego życiu. Zdążyłam się też zakochać, wyjść za mąż, przeprowadzić się na wieś do rodzinnego domu i urodzić trójkę dzieci. Ale to nie było to… Skąd w takim razie wziął się pomysł na to, aby posadę pracownika banku zamienić na właściciela destylarni Lavare oraz plantatorkę lawendy? To pączkowało przez kilka lat. Gdy po urodz

Ciesz się tym co robisz a reszta przyjdzie sama. Wywiad z Derekiem Michalskim – fotografem pełnym pasji.

  Derek Michalski – fotograf, poeta, trochę gitarzysta, zdecydowany przyjaciel energii odnawialnej. Redaktor naczelny i założyciel czasopisma LEMAG - Long Exposure Photography Magazine a wkrótce także Infrared Photography Magazine oraz redaktor naczelny The Voice of Renewables – portalu internetowego poświęconego energii odnawialnej na całym świecie, który organizuje konferencje i wystawy w tej branży.   Derka oraz jego żonę Mariolę miałam okazję poznać podczas mojej krótkiej wizyty w Wielkiej Brytani kilka miesięcy temu. Obydwoje mieszkają tam już od wielu lat. Dzięki ich niezwykłej uprzejmości mogłam towarzyszyć im w trakcie kilku plenerów fotograficznych oraz podglądać Dereka przy pracy. Przyznam, że każdy plener to było dla mnie niesamowite przeżycie pełne niespodziewanych zwrotów akcji w poszukiwaniu "tego właściwego" ujęcia. Nigdy też nie spotkałam osoby, której pasja wprost powaliła mnie na łopatki. Z ogromną przyjemnością przedstawiam wam Dereka, który jest niezwykl

PO PROSTU WŁOSKI! WYWIAD Z PAULINĄ, KTÓRA Z PRAWDZIWĄ PASJĄ UCZY JĘZYKA WŁOSKIEGO

Paulina  w tym roku ukończyła studia informatyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim  uzyskując tytuł magistra ze specjalności Modelowanie, Sterowanie i Sztuczna Inteligencja. W trakcie studiów zdobyła również dyplom z bioinformatyki. Od kilku miesięcy prowadzi własną firmę w której m. in. realizuje różne projekty informatyczne. Choć zna pięć języków, to jej prawdziwą pasją jest język włoski. Właśnie dlatego postanowiła udzielać korepetycji z  języka włoskiego i stworzyła bloga  poprostuwloski.pl .   Ambitna, uśmiechnięta, pełna zapału i optymizmu – takie wrażenie zrobiła na mnie Paulina w trakcie rozmowy, która odbyła się w jednej z krakowskich kawiarni.  Paulina, jak to się stało, że studentka informatyki zaczęła uczyć języka włoskiego? Zanim zaczęłam studia informatyczne w Polsce, przez jedenaście lat mieszkałam we Włoszech. Wyjechałam tam będąc 9-cio letnim dzieckiem. Tam również ukończyłam szkołę podstawową i średnią więc można powiedzieć, że jestem prawie Włoszką :). Nau

JESTEM ARTYSTĄ I WIEM, ŻE MAM TALENT. WYWIAD Z PIOTREM BORUTĄ – AKTOREM, BRZUCHOMÓWCĄ I KOMIKIEM.

Piotr Boruta    to wszechstronny aktor, brzuchomówca, klown, muzyk i komik. Finalista telewizyjnego show „Mam Talent” w którym wystąpił razem ze stworzoną przez siebie lalką o imieniu Czocher. Jako aktor na swoim koncie ma epizody w takich serialach jak  „Klan”, „M jak Miłość” czy „Na Dobre i na złe” .  Poza tym, ponad trzy dekady na scenie, miliony uśmiechów i setki przedstawień.  Piotr Boruta  to niewątpliwie wyjątkowa osobowość – pełna pasji, empatii i talentu . Poznajcie prawdziwego artystę. Panie Piotrze, od wielu lat występuje Pan na scenach całej Polski jako aktor, mim, klown, brzuchomówca… Które z tych zajęć jest Panu najbliższe i co tak naprawdę jest Pana pasją? Zdecydowanie aktorstwo i teatr. To właśnie aktorstwo otwiera mi drogę do realizacji wszystkich moich pasji. Z niego czerpię najbardziej. Jak zostaje się aktorem? Czy do bycia aktorem potrzebne są jakieś specjalne predyspozycje? Wielu osobom wydaje się, że potrzeba do tego ogromnej śmiało

CHCĘ ODCZAROWAĆ POEZJĘ. DEBIUTUJĄCA POETKA MAŁGORZATA SZEPELAK OPOWIADA JAK POWSTAŁ JEJ TOMIK „KUFER CEDRU PEŁEN”

Małgorzata Szepelak  – poetka, wielbicielka książek i przyrody. Kocha podróże i koty. Jak sama mawia, w życiu wiele rzeczy ją fascynuje – zapach, jaki unosi się w teatrze, festiwale literackie i filmowe oraz wschody i zachody słońca. Uwielbia  słuchać ludzi, którzy mają COŚ do powiedzenia i potrafią dzielić się swoją wiedzą oraz pasją. Ten wywiad jest dla mnie wyjątkowy, bo wyjątkowy jest również mój gość. Razem z Małgorzatą studiowałyśmy dziennikarstwo i do dziś się przyjaźnimy. To dzięki niej odkryłam piękno Bieszczad, to właśnie ona zabrała mnie targi książki, gdzie zdobywałam swoje pierwsze autografy i to tylko dzięki niej stawiałam pierwsze kroki na nartach, choć nigdy nie wierzyłam, że dam radę. Wiele jej zawdzięczam. To ogromy zaszczyt, że mnie jako pierwszej udzieliła wywiadu. Poznajcie kobietę pełną pasji i debiutującą poetkę –   Małgorzatę Szepelak. Gosia, znamy się wiele lat i wiem, że słowo pisane jest w twoim życiu od dawna.  Potrafisz sobie przypomnieć nar

WIEM, ŻE TO JEST TO! WYWIAD Z VARIAVARIA KONICZYNKA – MAGDALENĄ RZEŹNICZEK-CZAPNIK

Magdalena Rzeźniczek-Czapnik  z wykształcenia jest socjologiem i ceramikiem artystycznym a także arteterapeutą. Stworzyła markę  VaraVaria Koniczynka , dzięki której na rynku pojawiała się unikalna biżuteria, która nie tylko zdobi, ale również pełni wyjątkową misję. Z sukcesami  działa również w obszarach związanych z rozwojem osobistym.  Magda, czy łatwo jest zaleźć czterolistną koniczynkę?  To zależy od tego, jak na to spojrzeć. Czterolistne koniczynki zbieram od dziecka, więc trudno jest mi to ocenić, choć wiele osób na pewno uważa, że jest to bardzo trudne. Ja mam w sobie taki odruch szukania koniczynek. Moi znajomi śmieją się, że ciągle jestem w pracy. Bywają dni, że nie znajdę ani jednej koniczynki ale bywają też takie, w których znajdę nawet siedem. Swoich koniczynek szukam wszędzie i wtedy, kiedy tylko mam okazję np. idąc na zakupy, wracając z pracy czy będąc w podróży. Nieważne czy jest to Gruzja, Szwajcaria,Turcja czy Albania. Koniczynki rosną wszędzie – oprócz

PASJA TO ENERGIA, KTÓRA NAPĘDZA MNIE DO DZIAŁANIA. WYWIAD Z IGĄ PRZYBYŚ – FIZJOTERAPEUTKĄ KONI

Iga Przybyś  – Mgr inż. Zootechnik i behawiorysta zwierząt. Od 2008 r. zajmuje się profesjonalną fizjoterapią koni. Posiada Certyfikat MEN Zoofizjoterapeuta Koni a także Certyfikat Diagnostyki Termowizyjnej. Jest również wykwalifikowanym masażystą koni, hipoterapeutą oraz instruktorem jazdy konnej. Od 2015 r. wspólnie z mężem, Bartłomiejem, który jest utytułowanym jeźdźcem oraz instruktorem jazy konnej prowadzą rodzinną firmę pod nazwą  „Przybyś Team” .   , Z Igą spotykam się w stadninie  Stajenka Leśne Szlaki w Straszydlu,  gdzie prowadzi rehabilitację koni. Tam również ma swoją siedzibę „Przybyś Team”. Igę podglądam przy pracy. Ma fantastyczny kontakt ze zwierzętami a uśmiech nie schodzi jej z twarzy. Jest osobą, po której od razu widać, że kocha to co robi.  IGA, CO JEST TWOJĄ PASJĄ? Moją pasją są konie – Praca i obcowanie z nimi. To wspaniałe i piękne zwierzęta. Niezwykle mądre i wrażliwe. SKĄD WZIĘŁO SIĘ ZAINTERESOWANIE KOŃMI I OD KIEDY TRWA? Generalnie, hopla

TANGO ARGENTYŃSKIE – WSPÓLNA PASJA POMYSŁEM NA CIEKAWE ŻYCIE

Swoją pasją wciąż zarażają nowych adeptów tanga. Co tydzień organizują milongi i prowadzą cykliczny kurs podstaw tanga argentyńskiego. To właśnie dzięki nim w Rzeszowie mogą odbywać się liczne warsztaty, na których wiedzę o nauce tanga  można czerpać od mistrzów z całego świata. Poznajcie Anię i Sławka Sulenckich, którzy już od czterech lat każdą wolną chwilę spędzają tańcząc tango argentyńskie. Ania i Sławek Sulenccy Fot. Katarzyna Michno Adelto.pl Z Anią i Sławkiem spotykam się w hotelu  Fal c on , gdzie w każdy poniedziałkowy wieczór organizowana jest rzeszowska milonga, na której można zatańczyć prawdziwe Tango Argentyńskie. Oboje ubrani w wieczorowe stroje, oczekując na pierwsze tangowe rytmy wieczoru opowiedzieli mi o swojej pasji. Od czego zaczęła się Wasza przygoda z tangiem?   Sławek : Nasza przygoda z tangiem tak naprawdę zaczęła się już na studiach, gdy razem zapisaliśmy się na warsztaty z tanga argentyńskiego. Niestety, z  braku wystarczającej ilości chętny