Przejdź do głównej zawartości

NIE POTRAFIĘ SIĘ ZATRZYMAĆ! WYWIAD Z ELĄ – SĘDZIĄ RUGBY NA WÓZKACH



Ela – od 2009 roku jest sędzią sportowym, który sędziuje rugby na wózkach. W tym roku uzyskała certyfikację międzynarodową, a jej marzeniem jest sędziowanie na Igrzyskach Paraolimpijskich.


 Ela, jak zostałaś sędzią rugby na wózkach?
Moja przygoda z rugby na wózkach zaczęła się tak naprawdę od trenera rzeszowskiej drużyny Flying Wings, który w trakcie moich studiów był jednym z wykładowców. Wtedy wykładał sport osób niepełnosprawnych. To on zachęcał studentów do tego, aby przychodzili na treningi by na żywo  doświadczyć  rywalizacji sportowej osób o różnym stopniu niepełnosprawności. Ponieważ zawsze interesowałam się sportem, postanowiłam skorzystać z zaproszenia ale przyznam, że na pierwszy trening  poszłam nastawiona bardzo sceptycznie. Nie potrafiłam  wyobrazić sobie tego, że osoby, które mają porażone nie tylko nogi ale częściowo również ręce będą w stanie cokolwiek zrobić na boisku. Gdy jednak zobaczyłam z jaką szybkością i zwinnością panują zarówno nad piłką jak i nad wózkiem byłam pod ogromnym wrażeniem. Usiadłam na jednym z wózków i mając w pełni sprawne obie ręce nie potrafiłam dogonić najsłabszego zawodnika… To było niesamowite doświadczenie. Do tego stopnia, że od tamtej pory sport ten stał się również częścią mojego życia. Początkowo zaczęłam  jako staff przy drużynie a sędzią zostałam kilka lat później.
Co to jest staff?
Staff to grupa ludzi, którzy pomagają przygotować zawodnika do meczu. Zapinają w pasy, przesadzają na wózki i zakładają rękawice zawodnikom.  W trakcie meczu często podają wodę i odzywki. Zdarza się, że  zmieniają dętki i naprawiają elementy wózka, które zepsują się w trakcie rozgrywek.
Gdy kilka lat temu jeździłam na mecze właśnie w tej roli, to nawet przez myśl mi nie przyszło, że mogłabym kiedykolwiek zostać sędzią sportowym.
To co się wydarzyło, że jednak zostałaś sędzią rugby na wózkach?
Gdy już zaczęłam regularnie jeździć z rzeszowską drużyną na turnieje, w pewnym momencie zdałam sobie sprawę z tego, że nie będę mogła wciąż jeździć jako staff.  Ten sport zrobił na mnie tak ogromne wrażenie, że nie chciałam z tych wyjazdów zrezygnować. Ważna dla mnie była też atmosfera i to, że wszyscy traktowaliśmy się w koleżeński i bardzo rodzinny sposób. To wszystko sprawiło, że postanowiłam: „Ja  chce tu dalej być!”. Jedyną drogą do tego celu było właśnie sędziowanie, którego wtedy zupełnie nie brałam pod uwagę. Byłam przekonana, że jako osoba nieśmiała i introwertyczna nie spełnię się w tej roli. Nie wyobrażałam sobie, że mogę wyjść na boisko i na oczach wszystkich podejmować decyzje oraz osądzać różne sytuacje meczowe. Jednak, gdy w 2009 roku nadarzyła się okazja udziału w szkoleniu dla sędziów, za namową trenera  drużyny Flying Wings postanowiłam wziąć w nim udział. Początki nie były łatwe, ale gdy po kilku pierwszych turniejach w których sędziowałam  zaczęłam zbierać pozytywne opinie, postanowiłam podjąć wyzwanie i zostałam sędzią.
 Czy pamiętasz moment w którym poczułaś, że to co robisz jest Twoją pasją?
Wydaje mi się, że nie było takiego jednego momentu. Na to, że sędziowanie rugby na wózkach stało się moją pasją złożyło się wiele  sytuacji. Ogromnym wsparciem i motywacja do dalszej pracy były dla mnie słowa, które często słyszałam po meczach  jak: „dobra robota” czy „dobrze się spisałaś”. To sprawiło, że poczułam się odpowiednią osobą we właściwym miejscu i pokochałam to co robię.
Czy zdarzają Ci się też trudne momenty w sędziowaniu?
Oczywiście. Najwięcej było ich wtedy, gdy zaczynałam sędziować. Brak doświadczenia i obawa przed podejmowaniem decyzji sprawiały, że na początku popełniałam wiele błędów a reakcje zawodników czy trenerów na błędy sędziów bywają bardzo emocjonalne. Nieraz padają ostre i nieprzyjemne słowa.  Zdarzało się, że schodziłam z boiska ze łzami w oczach.  
Choć zawsze staram się być sprawiedliwa, to niestety nie zawsze jestem w stanie wszystko zobaczyć . Rugby na wózkach to wbrew pozorom bardzo szybka gra. Nieraz z jednego kąta widzenia coś wygląda inaczej a z innego jeszcze inaczej. Podczas gdy mi wydaje się że był faul, to zawodnik może czuć, że tego faulu nie było. Często są to sytuacje bardzo trudne do jednoznacznej oceny.
Z czasem jednak uświadomiłam sobie, że wszyscy popełniają błędy. Zawodnicy i trenerzy również.
To jest cześć sportu i część tej rywalizacji. Wtedy właśnie zaczęłam inaczej reagować na trudne sytuacje i byłam gotowa do dalszej pracy i rozwoju jako sędzia. Cały czas pracuję nad wyeliminowaniem błędów i sprawnym prowadzeniem meczu. To jest ciągła praca i dążenie do bezbłędnego sędziowania.
Na czym polega rozwój w sędziowaniu?
Przede wszystkim na zbieraniu doświadczenia, czyli  na uczestniczeniu w różnego rodzaju turniejach. Każdy posędziowany meczy czy trening to jest nowa wiedza, dlatego trzeba jak najwięcej sędziować
i dzięki temu ten rozwój przebiega samoistnie. Ważna jest również sprawność fizyczna. Należy dbać
o to, aby być w dobrej formie i kondycji sportowej. Sędzia rugby na wózkach powinien również być na bieżąco z interpretacją przepisów, które dosyć często ulegają zmianie.
Jakie są zasady gry w rugby na wózkach?
Rugby na wózkach to dziedzina sportu wymyślona w 1977 roku z myślą o osobach niepełnosprawnych i jest również jednym ze sportów paraolimpijskich. Gra ta jest kombinacją kilku dyscyplin sportowych takich jak koszykówka na wózkach, hokej na lodzie oraz futbol amerykański. Mecze rozgrywane są na boisku do koszykówki z użyciem piłki siatkowej. W grze biorą udział dwie czteroosobowe drużyny.
Każdy mecz składa się z czterech kwart a każda kwarta to osiem minut czystej gry natomiast aby rozegrać pojedynczą akcję drużyna ma czterdzieści sekund. Akcja zaczyna się w momencie wprowadzenia piłki na boisko i trwa do zdobycia punktu. Punkt z kolei jest zdobywany wtedy, gdy jeden z atakujących graczy wraz z piłką, przejedzie przez bramkę. Gracz nie może trzymać piłki dłużej niż dziesięć sekund a w trakcie tego czasu trzeba ją albo kozłować albo podawać innym zawodnikom w drużynie. Jeżeli gracze nie zmieszczą się w czasie to tracą piłkę na rzecz drużyny przeciwnej.


Trening drużyny Flying Wings

A gdy już jesteś na boisku i trzymasz gwizdek to na czym tak naprawdę polega rola sędziego w tej dyscyplinie sportu?
Zwykle na turniejach jestem jednym z pięciu sędziów bo tylu co najmniej jest  potrzebnych, aby został rozegrany pojedynczy mecz. Ja jestem sędzią boiskowym których jest dwóch i towarzyszą mi również sędziowie stolikowi: sekretarz, sędzia czasu, sędzia zegara 40-sekundowego, sędzia kar, czasami komisarz techniczny.
Jako sędzia boiskowy czuwam nad wieloma rzeczami. Gdy zaczyna się akcja muszę sprawdzić czy wystartowały oba zegary: meczowy oraz czterdziestosekundowy. Czas jest również zatrzymywany gdy zdarzy się faul. Akcje są nieraz naprawdę bardzo szybkie i muszę umieć panować nad kilkoma rzeczami na raz. Liczę zawodnikowi dziesięć sekund bez kozła i równocześnie dwanaście sekund na wyjście z połowy boiska. Na każdym boisku są wydzielone specjalne strefy na których każdy gracz może przebywać tylko dziesięć sekund. Gdy w trakcie meczu zawodnicy kolejno wjeżdżają do strefy to każdemu z osobna muszę liczy czas. Czyli np. wjeżdża pierwszy zawodnik do strefy zaczynam mu liczyć czas a gdy wjeżdża kolejny licząc wciąż pierwszemu zaczynam liczyć czas drugiemu itd.
Ale jak to jest możliwe, żeby robić to równocześnie ?
To właśnie jest jedną z największych trudności w tym zawodzie. Na początku to rzeczywiście może sprawiać trudność, natomiast z czasem każdy wypracowuje sobie swoje techniki. Poza tym muszę jeszcze patrzeć czy ktoś nie wyjechał za linie i nie fauluje. Przepisy są dosyć skomplikowane i trzeba dużo czasu oraz doświadczenia, czyli inaczej przysłowiowego biegania po boisku żeby to wszystko zobaczyć i wyłapać. Żeby nie koncentrować się tylko na jednej rzeczy tylko mieć ogląd całego boiska.


Trening drużyny Flying Wings

Kim są gracze rugby na wózkach? Jaki najczęściej rodzaj niepełnosprawności posiadają?
Zarówno w Polsce jak i na całym świecie zawodnicy rugby na wózkach to najczęściej osoby z porażeniami i niedowładami czterokończynowymi czyli tzw. tetraplegicy, którzy w zdecydowanej większości wcześniej byli pełnosprawni. Nieszczęśliwy skok do wody na główkę, wypadek samochodowy czy upadek z wysokości sprawiły, że ich życie zmieniło się diametralnie. Dla nich rugby na wózkach to nie tylko sportowa rywalizacja, ale również pewien rodzaj terapii. Ten sport pozwala im wrócić do normalnego życia. Zwłaszcza na początku, gdy regularne treningi to sposób na wyjęcie z domu i poznanie osób, które są w podobnej sytuacji. Potem, jeżeli zawodnicy się już zaangażują to już jest sport w czystej postaci.
Czy na meczach jest dużo kibiców?
Niestety nie. W Polsce kibicują głównie rodziny i najbliżsi znajomi zawodników. To przykre, ale sport niepełnosprawnych jest pomijany w mediach. Rzadko kiedy pojawiają się jakiekolwiek informacje. Nawet jeśli są igrzyska paraolimpijskie to w mediach są bardzo krótkie wzmianki w stosunku do długich relacji z igrzysk olimpijskich.
Jak myślisz z czego to wynika?
Chyba z przekonania, że sport niepełnosprawnych jest mniej atrakcyjny choć tak naprawdę wcale tak nie jest. Tu również są ogromne emocje a rywalizacja sportowa potrafi być naprawdę bardzo zacięta.
Ela czy sędziowanie meczów rugby na wózkach to jest Twoja pełnoetatowa praca?
Jestem z wykształcenia fizjoterapeutką i na co dzień pracuje w tym zawodzie. Sędziowanie meczów rugby na wózkach to moje dodatkowe zajęcie.  Bywa, że wykonywane jest w ramach wolontariatu albo za zwrot kosztów dojazdu, więc nie ma możliwości, żeby się to stało pracą zapewniającą utrzymanie.
Czy to, że jesteś fizjoterapeutką pomaga Ci w sędziowaniu tej dyscypliny sportu?
Dzięki temu, że jestem fizjoterapeutą mam większą świadomość niepełnosprawności zawodników. Zdaje sobie również sprawę z ich fizycznych możliwości i ograniczeń. Przez pewien czas pracowałam jako fizjoterapeuta z  reprezentacji Polski ale poza tym nie miałam okazji do wykorzystania tych umiejętności w trakcie pracy jako sędzia.
Jak dużo czasu poświęcasz na sędziowanie i czy udaje Ci się to łączyć z pracą zawodową?
Rozgrywki odbywają się głównie w weekendy, więc średnio wychodzi, że nie mam mnie w domu ok. 10-18 weekendów w roku. Do tego dochodzą również zgrupowania  i raz w tygodniu trening po kilka godzin. Choć często bywa ciężko z wolnym czasem, to jednak nie potrafię się zatrzymać :). Z dużą pomocą przychodzą moi współpracownicy, którzy czasem w ostatniej chwili biorą moją zmianę, bym mogła zdążyć na samolot. I tu chciałabym im ogromnie podziękować za wsparcie!
Ela, co jest takiego w byciu sędzią rugby na wózkach co sprawia, że jak twierdzisz „nie potrafisz się zatrzymać” ?
Przede wszystkim to, że sędziowanie to dla mnie ogromna, życiowa przygoda. Częste wyjazdy na turnieje sprawiają, że ciągle odwiedzam nowe miejsca i poznaje wielu ciekawych ludzi. Dzięki tym wyjazdom uczę się również jak odnaleźć się w różnych sytuacjach. Nie tylko boiskowych ale wielokrotnie także życiowych. Np. gdy kilka miesięcy temu leciałam na ligę szwedzką okazało się, że lot jest odwołany przez śnieżyce a bilet na powrót organizator zarezerwował mi miesiąc później. Zdarzyło się również, że gdy podczas drogi na turniej zepsuł się samochód przewożący zawodników, musiałam podwinąć przysłowiowe rękawy i pomagać w naprawie. Takich „przygód” jest naprawdę bardzo wiele ale sprawiają, że życie jest ciekawsze.
Można chyba jednoznacznie stwierdzić, że Twoja pasja Cię znalazła. Jest jednak wiele osób które wciąż szukają swojej pasji i nie wiedzą jak to zrobić. Czy masz dla nich jakąś radę?
Tak, to prawda. Moja pasja sama mnie odnalazła choć broniłam się przed nią rękami i nogami! Na moim przykładzie można śmiało stwierdzić, że jest to dowód na to, że czasami to, czego najbardziej się obawiamy staje się naszym przeznaczeniem. Drogą życiową, z której ostatecznie czerpiemy radość i spełnienie.  Natomiast dla tych, którzy jeszcze nie odnaleźli swojej pasji mam jedną, ale bardzo ważną radę. Aby znaleźć swoją pasję musimy wyjść jej trochę naprzeciw. Dosłownie. Trzeba wyjść z domu! 🙂 Należy spotykać się z ludźmi, odwiedzać ciekawe miejsca i uczestniczyć w różnych spotkaniach czy imprezach kulturalnych. To wszystko może okazać się niesamowita dawką inspiracji, która będzie pomocna w odnalezieniu swojej pasji.
Ela, a czym dla Ciebie jest pasja?
Pasja jest dla mnie czymś, co nie pozwala mi usiedzieć w domu. Jest również siłą, która nieustanie pcha mnie do rozwoju i do pokonywania swoich słabości.
Swojej pasji, którą  jest sędziowanie rugby na wózkach zawdzięczam bardzo wiele. Z nieśmiałej i wycofanej osoby stałam się pewna siebie, zdecydowana i szczęśliwa 🙂
Jednak nie udało by się tego wszystkiego osiągnąć, gdyby nie pomoc wielu osób, które od samego początku mnie wspierały. Bardzo chciałam podziękować trenerowi Arturowi Sochackiemu, że mnie w to wciągnął, Ani Niewczas i Lucynie Przybyło, które były moimi pierwszymi nauczycielami i z dużą cierpliwością  tłumaczyły mi zawiłości tej dyscypliny; a także Łukaszowi Szymczakowi, Sylwii Sękowskiej, którzy wspierają mój rozwój i wszystkim pozostałym polskim sędziom, na czele z Eweliną i Alą – bez Was, nie byłabym w tym miejscu w którym jestem obecnie i  udało by mi się tyle osiągnąć!
Ja również dziękuje Ci za wywiad i życzę dalszych sukcesów.
Dziękuje!

———————————————————————————————————————————————–
Dziękuje drużynie Flying Wings oraz trenerowi Arturowi Sochackiemu za możliwość uczestniczenia w treningu.
W materiale zostały wykorzystane informacje ze strony http://rugby.far.org.pl

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wszystko dzieje się w swoim czasie. Wywiad z Lidią Sachą – dyplomowaną terapeutką techniki Bowena.

  Lidia Sacha - dyplomowana terapeutka techniki Bowena, która prowadzi swoją praktykę w Rzeszowie. Zagorzała zwolenniczka naturalnych metod leczenia i zdrowego odżywiania.   W wieku 49 lat obróciła swoje życie do góry nogami, by podążać za swoją pasją. W wywiadzie opowiada, jak tego dokonała. Zapraszam!  Lidka, jak rozpoczęła się twoja przygoda z techniką Bowena? Właściwie doprowadziła do tego seria zbiegów okoliczności. Wcześniej pracowałam jako pracownik administracyjny na wyższej uczelni, gdzie zajmowałam się projektami unijnymi oraz organizacją zajęć dla studentów. Jednak gdy uczelnia zaczęła podupadać, a w pracy zostało mi tylko przygotowywanie dokumentacji do projektów badawczych wiedziałam, że muszę się rozejrzeć za inną pracą. W międzyczasie pracowałam jeszcze w stowarzyszeniu, jednak brakowało mi kontaktu z ludźmi. Niestety w tamtym czasie nie miałam żadnego pomysłu na swoją dalszą karierę zawodową. Dlatego, gdy koleżanka zaproponowała mi pracę w fundacji z projektu unijneg

Z WIZYTĄ W LAVARE DESTYLARNIA LAWENDY – FOTORELACJA

Gdy jesienią ubiegłego roku dowiedziałam się że niedaleko Rzeszowa znajduje się plantacja lawendy, wiedziałam że muszę tam pojechać. Od razu skontaktowałam się z właścicielką i upewniwszy się, że odnajdę tam prawdziwą pasję, bez wahania zaproponowałam wywiad. Anna Rząsa, która od kilku lat prowadzi  Lavare Destylarnia Lawendy  z radością zgodziła się opowiedzieć mi historię powstania swojej firmy. Wspólnie jednak doszłyśmy do wniosku, że wywiad musimy odłożyć w czasie by poczekać aż lawenda zakwitnie. Czekałam więc wiele miesięcy, ale było warto! Ania wraz z rodziną ugościła mnie wspaniale. Nasz wywiad przeprowadzałyśmy zbierając lawendę, która następnie została poddana destylacji. Zanim na stronie pojawi się zapis naszej rozmowy, chciałabym podzielić się z Wami krótką fotorelacją którą zamieszczam poniżej. To właśnie za tymi drzwiami znajduje się destylarnia - królestwo Ani. Miejsce w którym materializują się marzenia, ale nie tylko... Zanim wyruszyłyśmy n

Wierze, że mi się uda. Anna Rząsa opowiada jak powstała jej plantacja lawendy i destylarnia Lavare.

Kim jest Anna Rząsa i jakie marzenie spełnia tu, w Kamieniu gdzie nie słychać gwaru miasta a w powietrzu unosi się zapach kwiatów? Od zawsze ciągnęło mnie do ziemi i pewnie dlatego wybierając studia padło na Archeologię. Ziemia rodzi skarby 😊 , które dopiero po latach odkryłam. Etatową archeolożką jednak nie zostałam, bo życie skierowało mnie na inne tory i na trzecim roku studiów skorzystałam z możliwości pracy w banku i tak przez 11 lat byłam panią z banku. Nie żałuję, bo tam wiele się nauczyłam i otworzyłam na ludzi oraz zrozumiałam, że jeśli się czegoś bardzo chce to każdy jest w stanie wszystkiego się nauczyć a wykształcenie nie przesądza o jego życiu. Zdążyłam się też zakochać, wyjść za mąż, przeprowadzić się na wieś do rodzinnego domu i urodzić trójkę dzieci. Ale to nie było to… Skąd w takim razie wziął się pomysł na to, aby posadę pracownika banku zamienić na właściciela destylarni Lavare oraz plantatorkę lawendy? To pączkowało przez kilka lat. Gdy po urodz

Ciesz się tym co robisz a reszta przyjdzie sama. Wywiad z Derekiem Michalskim – fotografem pełnym pasji.

  Derek Michalski – fotograf, poeta, trochę gitarzysta, zdecydowany przyjaciel energii odnawialnej. Redaktor naczelny i założyciel czasopisma LEMAG - Long Exposure Photography Magazine a wkrótce także Infrared Photography Magazine oraz redaktor naczelny The Voice of Renewables – portalu internetowego poświęconego energii odnawialnej na całym świecie, który organizuje konferencje i wystawy w tej branży.   Derka oraz jego żonę Mariolę miałam okazję poznać podczas mojej krótkiej wizyty w Wielkiej Brytani kilka miesięcy temu. Obydwoje mieszkają tam już od wielu lat. Dzięki ich niezwykłej uprzejmości mogłam towarzyszyć im w trakcie kilku plenerów fotograficznych oraz podglądać Dereka przy pracy. Przyznam, że każdy plener to było dla mnie niesamowite przeżycie pełne niespodziewanych zwrotów akcji w poszukiwaniu "tego właściwego" ujęcia. Nigdy też nie spotkałam osoby, której pasja wprost powaliła mnie na łopatki. Z ogromną przyjemnością przedstawiam wam Dereka, który jest niezwykl

PO PROSTU WŁOSKI! WYWIAD Z PAULINĄ, KTÓRA Z PRAWDZIWĄ PASJĄ UCZY JĘZYKA WŁOSKIEGO

Paulina  w tym roku ukończyła studia informatyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim  uzyskując tytuł magistra ze specjalności Modelowanie, Sterowanie i Sztuczna Inteligencja. W trakcie studiów zdobyła również dyplom z bioinformatyki. Od kilku miesięcy prowadzi własną firmę w której m. in. realizuje różne projekty informatyczne. Choć zna pięć języków, to jej prawdziwą pasją jest język włoski. Właśnie dlatego postanowiła udzielać korepetycji z  języka włoskiego i stworzyła bloga  poprostuwloski.pl .   Ambitna, uśmiechnięta, pełna zapału i optymizmu – takie wrażenie zrobiła na mnie Paulina w trakcie rozmowy, która odbyła się w jednej z krakowskich kawiarni.  Paulina, jak to się stało, że studentka informatyki zaczęła uczyć języka włoskiego? Zanim zaczęłam studia informatyczne w Polsce, przez jedenaście lat mieszkałam we Włoszech. Wyjechałam tam będąc 9-cio letnim dzieckiem. Tam również ukończyłam szkołę podstawową i średnią więc można powiedzieć, że jestem prawie Włoszką :). Nau

JESTEM ARTYSTĄ I WIEM, ŻE MAM TALENT. WYWIAD Z PIOTREM BORUTĄ – AKTOREM, BRZUCHOMÓWCĄ I KOMIKIEM.

Piotr Boruta    to wszechstronny aktor, brzuchomówca, klown, muzyk i komik. Finalista telewizyjnego show „Mam Talent” w którym wystąpił razem ze stworzoną przez siebie lalką o imieniu Czocher. Jako aktor na swoim koncie ma epizody w takich serialach jak  „Klan”, „M jak Miłość” czy „Na Dobre i na złe” .  Poza tym, ponad trzy dekady na scenie, miliony uśmiechów i setki przedstawień.  Piotr Boruta  to niewątpliwie wyjątkowa osobowość – pełna pasji, empatii i talentu . Poznajcie prawdziwego artystę. Panie Piotrze, od wielu lat występuje Pan na scenach całej Polski jako aktor, mim, klown, brzuchomówca… Które z tych zajęć jest Panu najbliższe i co tak naprawdę jest Pana pasją? Zdecydowanie aktorstwo i teatr. To właśnie aktorstwo otwiera mi drogę do realizacji wszystkich moich pasji. Z niego czerpię najbardziej. Jak zostaje się aktorem? Czy do bycia aktorem potrzebne są jakieś specjalne predyspozycje? Wielu osobom wydaje się, że potrzeba do tego ogromnej śmiało

CHCĘ ODCZAROWAĆ POEZJĘ. DEBIUTUJĄCA POETKA MAŁGORZATA SZEPELAK OPOWIADA JAK POWSTAŁ JEJ TOMIK „KUFER CEDRU PEŁEN”

Małgorzata Szepelak  – poetka, wielbicielka książek i przyrody. Kocha podróże i koty. Jak sama mawia, w życiu wiele rzeczy ją fascynuje – zapach, jaki unosi się w teatrze, festiwale literackie i filmowe oraz wschody i zachody słońca. Uwielbia  słuchać ludzi, którzy mają COŚ do powiedzenia i potrafią dzielić się swoją wiedzą oraz pasją. Ten wywiad jest dla mnie wyjątkowy, bo wyjątkowy jest również mój gość. Razem z Małgorzatą studiowałyśmy dziennikarstwo i do dziś się przyjaźnimy. To dzięki niej odkryłam piękno Bieszczad, to właśnie ona zabrała mnie targi książki, gdzie zdobywałam swoje pierwsze autografy i to tylko dzięki niej stawiałam pierwsze kroki na nartach, choć nigdy nie wierzyłam, że dam radę. Wiele jej zawdzięczam. To ogromy zaszczyt, że mnie jako pierwszej udzieliła wywiadu. Poznajcie kobietę pełną pasji i debiutującą poetkę –   Małgorzatę Szepelak. Gosia, znamy się wiele lat i wiem, że słowo pisane jest w twoim życiu od dawna.  Potrafisz sobie przypomnieć nar

WIEM, ŻE TO JEST TO! WYWIAD Z VARIAVARIA KONICZYNKA – MAGDALENĄ RZEŹNICZEK-CZAPNIK

Magdalena Rzeźniczek-Czapnik  z wykształcenia jest socjologiem i ceramikiem artystycznym a także arteterapeutą. Stworzyła markę  VaraVaria Koniczynka , dzięki której na rynku pojawiała się unikalna biżuteria, która nie tylko zdobi, ale również pełni wyjątkową misję. Z sukcesami  działa również w obszarach związanych z rozwojem osobistym.  Magda, czy łatwo jest zaleźć czterolistną koniczynkę?  To zależy od tego, jak na to spojrzeć. Czterolistne koniczynki zbieram od dziecka, więc trudno jest mi to ocenić, choć wiele osób na pewno uważa, że jest to bardzo trudne. Ja mam w sobie taki odruch szukania koniczynek. Moi znajomi śmieją się, że ciągle jestem w pracy. Bywają dni, że nie znajdę ani jednej koniczynki ale bywają też takie, w których znajdę nawet siedem. Swoich koniczynek szukam wszędzie i wtedy, kiedy tylko mam okazję np. idąc na zakupy, wracając z pracy czy będąc w podróży. Nieważne czy jest to Gruzja, Szwajcaria,Turcja czy Albania. Koniczynki rosną wszędzie – oprócz

PASJA TO ENERGIA, KTÓRA NAPĘDZA MNIE DO DZIAŁANIA. WYWIAD Z IGĄ PRZYBYŚ – FIZJOTERAPEUTKĄ KONI

Iga Przybyś  – Mgr inż. Zootechnik i behawiorysta zwierząt. Od 2008 r. zajmuje się profesjonalną fizjoterapią koni. Posiada Certyfikat MEN Zoofizjoterapeuta Koni a także Certyfikat Diagnostyki Termowizyjnej. Jest również wykwalifikowanym masażystą koni, hipoterapeutą oraz instruktorem jazdy konnej. Od 2015 r. wspólnie z mężem, Bartłomiejem, który jest utytułowanym jeźdźcem oraz instruktorem jazy konnej prowadzą rodzinną firmę pod nazwą  „Przybyś Team” .   , Z Igą spotykam się w stadninie  Stajenka Leśne Szlaki w Straszydlu,  gdzie prowadzi rehabilitację koni. Tam również ma swoją siedzibę „Przybyś Team”. Igę podglądam przy pracy. Ma fantastyczny kontakt ze zwierzętami a uśmiech nie schodzi jej z twarzy. Jest osobą, po której od razu widać, że kocha to co robi.  IGA, CO JEST TWOJĄ PASJĄ? Moją pasją są konie – Praca i obcowanie z nimi. To wspaniałe i piękne zwierzęta. Niezwykle mądre i wrażliwe. SKĄD WZIĘŁO SIĘ ZAINTERESOWANIE KOŃMI I OD KIEDY TRWA? Generalnie, hopla

TANGO ARGENTYŃSKIE – WSPÓLNA PASJA POMYSŁEM NA CIEKAWE ŻYCIE

Swoją pasją wciąż zarażają nowych adeptów tanga. Co tydzień organizują milongi i prowadzą cykliczny kurs podstaw tanga argentyńskiego. To właśnie dzięki nim w Rzeszowie mogą odbywać się liczne warsztaty, na których wiedzę o nauce tanga  można czerpać od mistrzów z całego świata. Poznajcie Anię i Sławka Sulenckich, którzy już od czterech lat każdą wolną chwilę spędzają tańcząc tango argentyńskie. Ania i Sławek Sulenccy Fot. Katarzyna Michno Adelto.pl Z Anią i Sławkiem spotykam się w hotelu  Fal c on , gdzie w każdy poniedziałkowy wieczór organizowana jest rzeszowska milonga, na której można zatańczyć prawdziwe Tango Argentyńskie. Oboje ubrani w wieczorowe stroje, oczekując na pierwsze tangowe rytmy wieczoru opowiedzieli mi o swojej pasji. Od czego zaczęła się Wasza przygoda z tangiem?   Sławek : Nasza przygoda z tangiem tak naprawdę zaczęła się już na studiach, gdy razem zapisaliśmy się na warsztaty z tanga argentyńskiego. Niestety, z  braku wystarczającej ilości chętny