Przejdź do głównej zawartości

KAMIL – WIRTUALNY KUSTOSZ Z PASJĄ DO HISTORII


Kamil – wirtualny kustosz w muzeum „Szanujmy Historię”
Prawdziwy patriota i pasjonat historii, który nie chce być więźniem codzienności  zamkniętym w ramach praca-dom.
Kamil z wykształcenia jest nauczycielem historii i filozofii a  prywatnie szczęśliwym mężem i tatą czwórki pociech. O sobie mawia – czuje się patriotą z misją.  Choć swoje życie zawodowe związał z jedną z międzynarodowych firm budowlanych, to nie zrezygnował ze swoich zainteresowań.
Obecnie, swoją  pasję do historii realizuje prowadząc wirtualne muzeum Szanujmy Historie, gdzie  udało mu się zgromadzić  ponad tysiąc sto eksponatów w kilkunastu kategoriach. Najliczniejsze kategorie to te prezentujące zdjęcia i kartki patriotyczne z okresu II Wojny Światowej. Znajdziemy tam również ciekawy zbór medali i odznaczeń oraz barwną kolekcję odznak niemieckiej pomocy zimowej a także elementy wyposażenia wojska z czasów wojennych.
Wybrane eksponaty z Wirtualnego Muzeum Źródło: http://myvimu.com/profile/54565764-szanujmyhistorie
Kamil, co skłoniło Cię do założenia wirtualnego muzeum?
Wirtualne Muzeum założyłem po to, aby przedmioty które zbieram mogły  ujrzeć światło dzienne. Chciałem się nimi podzielić z innymi ludźmi. Dzięki temu, że znajdują się w Internecie są dostępne bezpłatnie dla wszystkich, którzy interesują się tą tematyką i to przez całą dobę.
Skąd wzięła się u Ciebie  pasja do historii?
Zawsze interesowałem się historią. Właściwie to nie pamiętam dokładnie tego momentu kiedy poczułem, że to moja pasja. Myślę, że jest to w pewnym sensie rodzinna tradycja. Już jako dziecko zbierałem znaczki i monety a w domu rodzinnym  było sporo staroci. Dorastałem otoczony przedmiotami z „duszą”. Zamiast grać z chłopakami w piłkę wolałem towarzyszyć swojemu ojcu w wyprawach na giełdę staroci. Teraz sam jestem tam stałym bywalcem.
Jako nastolatek stworzyłem również swoje drzewo genealogiczne. Miałem to szczęście, że znałem swoich dziadków a większość starszych członków mojej rodziny cieszyła jeszcze się dobrym zdrowiem. Uznałem, że to jest ostatni dzwonek na to, aby dowiedzieć się różnych rzeczy o swoich przodkach. Zbierałam więc informacje,  spisywałem zasłyszane historie, jeździłem po cmentarzach, urzędach i parafiach oraz przechwytywałem stare, rodzinne zdjęcia. Tak udało mi się odtworzyć losy mojej rodziny do pięciu  pokoleń  wstecz.
 A teraz, jako trzydziestolatkowi, jak udaje Ci się godzić pracę zawodową z rozwijaniem swojej pasji?
Muzeum prowadzę już 1,5 roku.  Mając rodzinę i pracując na etacie niestety nie udaje mi się na bieżąco zrobić wszystkiego, co chciałbym aby było zrobione. Staram się jednak wykorzystywać każdą wolną chwilę i sukcesywnie kataloguje swoje zbiory oraz dodaje je do mojego muzeum online. Robię to głównie wtedy, kiedy uśpię dzieci. Nie chce być więźniem codzienności  zamkniętym w ramach praca dom ale moja rodzinna jest dla mnie priorytetem. Swój wolny czas w pierwszej kolejności spędzam z dziećmi i żoną.
Marzę o tym, aby połączyć pasję z życiem zawodowym. W przyszłości chciałbym otworzyć prawdziwe muzeum. Na razie jestem wirtualnym kustoszem 🙂
Twoja kolekcja wciąż się powiększa…Czym sugerujesz się nabywając kolejną, nową rzecz?  Czy interesujesz się szczególnie jakąś tematyką?
Tak, przedmiotów jest coraz więcej więc z małżonką myślimy o zakupie domu bo brakuje nam szaf a ja zajmuje ich zdecydowanie więcej niż ona 🙂
Moim głównym zakresem zainteresowań jest I i II  Wojna Światowa. Ciekawi mnie również szeroko pojęty militaryzm i wszystko, co jest z nim związane. Mam również eksponaty z czasów PRL a także takie ciekawostki jak aluminiowe wieczko z opakowania na prezerwatywy które było na wyposażeniu żołnierzy Wehrmachtu oraz tubkę po oryginalnym kremie na piegi…
Źródło: http://myvimu.com/profile/54565764-szanujmyhistorie
Ze względu na swoje miejsce urodzenia i sentyment do lat dzieciństwa interesuję się również historią Prądnika Czerwonego w Krakowie.
Czy w  Twojej kolekcji znajduje jakiś szczególny eksponat tzw. biały kruk?
Wszystkie eksponaty są dla mnie ważne i wyjątkowe. Jednak z jednym z nich wiąże się ciekawa historia, która w mojej ocenie posiada jeszcze wiele znaków zapytania i nie ukrywam, że jestem z nim emocjonalnie związany. Jest to zdjęcie Piotra Noworyty, które znalazło się w moich rodzinnych zbiorach. Dostałem je od swojej babci i od razu zwróciło moją szczególną uwagę. Przedstawiało mężczyznę ubranego w wojskowy mundur z dużą ilością medali. Domyślałem się, że nie był zwykłym człowiekiem i wiele w życiu osiągnął. A na dodatek był moim bardzo dalekim krewnym.
Źródło: http://myvimu.com/profile/54565764-szanujmyhistorie
Ponieważ miałem już doświadczenie w poszukiwaniu historycznych informacji tworząc swoje drzewo genealogiczne, postanowiłem dowiedzieć się jak najwięcej o mężczyźnie ze starej fotografii. Wiedziałem tylko, że nazywa się Piotr Noworyta. Przeszukiwałem stare pamiętniki i czasopisma ale niestety nie udało mi się wiele dowiedzieć. Tak naprawdę  informację zaczęły spływać po  zamieszczeniu tego zdjęcia w Internecie a dokładnie na portalu http://myvimu.com, gdzie mam swoje wirtualne muzeum. Dodałem tam wszystkie dane jakie udało mi się dotychczas zebrać z prośbą o pomoc. Po kilku miesiącach odezwał się do mnie jego bratanek! Zaczęliśmy wymieniać się mailami. Dostałem od niego jeszcze kilka dodatkowych zdjęć i mnóstwo cennych informacji. W międzyczasie odezwał się do mnie również inny członek portalu z informacją, że jest w posiadaniu medalu Virtuti Militari, który należał do Piotra Noworyty. Medale te były numerowane i po tym można było jednoznacznie zidentyfikować ten fakt.
Źródło: http://myvimu.com/profile/54565764-szanujmyhistorie
Na tym jednak nie zakończyłem swoich poszukiwań. Dowiedziałem się, że Piotr Noworyta mieszkał w Gdańsku. Po jakimś czasie, korzystając z tego, że z rodziną wypoczywaliśmy w rejonach  wybrzeża postanowiłem odnaleźć i odwiedzić jego grób. Gdy tam dotarłem, zapaliłem symboliczną świeczkę i zmówiłem modlitwę. Będąc na miejscu napisałem również liścik do osób opiekujących się grobem z prośbą o kontakt.  Oprawiłem go w folię  i zostawiłem pod zniczem. Po pół roku odezwał się do mnie wnuk Piotra Noworyty i był zdziwiony, że ktoś interesuje się jego dziadkiem. To od niego dostałem wiele skanów zdjęć Piotra Noworyty. Dowiedziałem się również, że jest w posiadaniu znacznej części jego medali. Przesłał mi również skany dokumentów potwierdzających nadania tych medali oraz bardzo wiele dodatkowych informacji. Wyłoniła się z nich postać bohaterskiego żołnierza, który walczył u boku Józefa Piłsudskiego a w czasach PRL był więziony i torturowany za swoje poglądy w komunistycznych więzieniach.
Wiem, że to nie jest koniec tej historii i z pewnością w przyszłości będę starał się wypełniać luki  informacyjne w życiorysie Piotra Noworyty. Wszystkich, których interesują jego dziej zapraszam do mojego muzeum gdzie znajduje się specjalny dział poświęcony tej tematyce.
To niesamowita historia! Myślę, że można z niej stworzyć bardzo ciekawą książkę.
Jeżeli tylko czas na to pozwoli to nie wykluczam takiego scenariusza 🙂
Swoje muzeum nazwałeś Szanujmy Historię. Czy uważasz, że w obecnych czasach jest problem z szanowaniem historii?
Zdecydowanie. Niestety wiele osób ma mgliste pojęcie o historii. W chwili obecnej  historia często jest pomijana, spychana na bok. Żyjemy w pędzie. Korzystamy z tego co mamy dzisiaj zapominając, że wiele osób musiało stracić zdrowie i życie abyśmy mogli żyć w sposób w jaki żyjemy dzisiaj. I nie mam tu na myśli czasów w których walczyli rycerze ale czasy, w których żyli nasi dziadkowie i pradziadkowie. To głównie okres I i II Wojny Światowej oraz czasy PRL.
Wszystkie zdarzenia, które miały miejsce wtedy mają swój łańcuszek przyczynowo skutkowy – np. to, że stać nas na to, na co nas stać i że mówimy językiem jakim mówimy.  To przykre, bo w obecnych czasach skupiamy się na tym co jest teraz i co będzie w przyszłości. Zapominamy, że to co mamy teraz wynika z tego co było kiedyś…
Dlatego o historii trzeba mówić. Nawet tej, która była zła i niewygodna dla naszego narodu. Jeżeli zakryjemy ją płaszczem cenzury nigdy nie dowiemy się jak było naprawdę.
Jak na przykład III Rzesza i naziści?
Tak. Choć jest to tragiczny wątek w naszej historii to trzeba o nim mówić. Ja mam w swojej kolekcji spore zbiory  dotyczące nazistów. Czy nam się to podoba czy nie, ci ludzie byli częścią historii. Odcisnęli w niej swoje piętno. Złe piętno. Chcąc nie chcąc wpłynęli na jej bieg  i ukształtowali obecną rzeczywistość.
Wszystkie eksponaty o tej tematyce które wystawiam w swoim muzeum  służą jedynie poszerzaniu wiedzy historycznej (edukacyjnej, naukowej i kolekcjonerskiej) i nie są wyrazem moich osobistych poglądów. Nie propaguję również  żadnej totalitarnej ideologii (faszyzmu, nazizmu ani komunizmu) ale uważam, że jako część naszej historii powinniśmy je znać.
Kamil, na koniec odpowiedz mi proszę czym dla Ciebie jest twoja pasja? I czym w ogóle jest pasja Twoim zdaniem?
Kolekcjonowanie tych wszystkich przedmiotów, otaczanie się  historią, zwłaszcza tą dla mnie bliską, mojej rodziny, historia miejsc z którymi jestem związany jest po części próbą zatrzymania czasu. Moja pasja jest równocześnie swego rodzaju misją. Inaczej to nie miało by sensu gdybym to wszystko kupował i trzymał w szafie. W przyszłości chciałbym większość moich zbiorów przekazać dzieciom i wnukom.  Uważam, że pamiątki rodzinne powinny zostać w rodzinie.
Jeżeli chodzi o to czym jest dla mnie pasja, to jest ona przede wszystkim ogromną przygodą. Jest czymś, czemu jeżeli się poświęcimy daje ogromną radość. Dzięki pasji możemy się rozwijać, poznawać nowych ludzi i doświadczać ciekawych rzeczy. To zaangażowanie zarówno intelektualne jak i fizyczne. Warto mieć pasje.
Kamil, bardzo Ci dziękuję za wywiad oraz życzę powodzenia w kompletowaniu życiorysu Piotra Noworyty.
Ja również dziękuje.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wszystko dzieje się w swoim czasie. Wywiad z Lidią Sachą – dyplomowaną terapeutką techniki Bowena.

  Lidia Sacha - dyplomowana terapeutka techniki Bowena, która prowadzi swoją praktykę w Rzeszowie. Zagorzała zwolenniczka naturalnych metod leczenia i zdrowego odżywiania.   W wieku 49 lat obróciła swoje życie do góry nogami, by podążać za swoją pasją. W wywiadzie opowiada, jak tego dokonała. Zapraszam!  Lidka, jak rozpoczęła się twoja przygoda z techniką Bowena? Właściwie doprowadziła do tego seria zbiegów okoliczności. Wcześniej pracowałam jako pracownik administracyjny na wyższej uczelni, gdzie zajmowałam się projektami unijnymi oraz organizacją zajęć dla studentów. Jednak gdy uczelnia zaczęła podupadać, a w pracy zostało mi tylko przygotowywanie dokumentacji do projektów badawczych wiedziałam, że muszę się rozejrzeć za inną pracą. W międzyczasie pracowałam jeszcze w stowarzyszeniu, jednak brakowało mi kontaktu z ludźmi. Niestety w tamtym czasie nie miałam żadnego pomysłu na swoją dalszą karierę zawodową. Dlatego, gdy koleżanka zaproponowała mi pracę w fundacji z projektu unijneg

Z WIZYTĄ W LAVARE DESTYLARNIA LAWENDY – FOTORELACJA

Gdy jesienią ubiegłego roku dowiedziałam się że niedaleko Rzeszowa znajduje się plantacja lawendy, wiedziałam że muszę tam pojechać. Od razu skontaktowałam się z właścicielką i upewniwszy się, że odnajdę tam prawdziwą pasję, bez wahania zaproponowałam wywiad. Anna Rząsa, która od kilku lat prowadzi  Lavare Destylarnia Lawendy  z radością zgodziła się opowiedzieć mi historię powstania swojej firmy. Wspólnie jednak doszłyśmy do wniosku, że wywiad musimy odłożyć w czasie by poczekać aż lawenda zakwitnie. Czekałam więc wiele miesięcy, ale było warto! Ania wraz z rodziną ugościła mnie wspaniale. Nasz wywiad przeprowadzałyśmy zbierając lawendę, która następnie została poddana destylacji. Zanim na stronie pojawi się zapis naszej rozmowy, chciałabym podzielić się z Wami krótką fotorelacją którą zamieszczam poniżej. To właśnie za tymi drzwiami znajduje się destylarnia - królestwo Ani. Miejsce w którym materializują się marzenia, ale nie tylko... Zanim wyruszyłyśmy n

Wierze, że mi się uda. Anna Rząsa opowiada jak powstała jej plantacja lawendy i destylarnia Lavare.

Kim jest Anna Rząsa i jakie marzenie spełnia tu, w Kamieniu gdzie nie słychać gwaru miasta a w powietrzu unosi się zapach kwiatów? Od zawsze ciągnęło mnie do ziemi i pewnie dlatego wybierając studia padło na Archeologię. Ziemia rodzi skarby 😊 , które dopiero po latach odkryłam. Etatową archeolożką jednak nie zostałam, bo życie skierowało mnie na inne tory i na trzecim roku studiów skorzystałam z możliwości pracy w banku i tak przez 11 lat byłam panią z banku. Nie żałuję, bo tam wiele się nauczyłam i otworzyłam na ludzi oraz zrozumiałam, że jeśli się czegoś bardzo chce to każdy jest w stanie wszystkiego się nauczyć a wykształcenie nie przesądza o jego życiu. Zdążyłam się też zakochać, wyjść za mąż, przeprowadzić się na wieś do rodzinnego domu i urodzić trójkę dzieci. Ale to nie było to… Skąd w takim razie wziął się pomysł na to, aby posadę pracownika banku zamienić na właściciela destylarni Lavare oraz plantatorkę lawendy? To pączkowało przez kilka lat. Gdy po urodz

Ciesz się tym co robisz a reszta przyjdzie sama. Wywiad z Derekiem Michalskim – fotografem pełnym pasji.

  Derek Michalski – fotograf, poeta, trochę gitarzysta, zdecydowany przyjaciel energii odnawialnej. Redaktor naczelny i założyciel czasopisma LEMAG - Long Exposure Photography Magazine a wkrótce także Infrared Photography Magazine oraz redaktor naczelny The Voice of Renewables – portalu internetowego poświęconego energii odnawialnej na całym świecie, który organizuje konferencje i wystawy w tej branży.   Derka oraz jego żonę Mariolę miałam okazję poznać podczas mojej krótkiej wizyty w Wielkiej Brytani kilka miesięcy temu. Obydwoje mieszkają tam już od wielu lat. Dzięki ich niezwykłej uprzejmości mogłam towarzyszyć im w trakcie kilku plenerów fotograficznych oraz podglądać Dereka przy pracy. Przyznam, że każdy plener to było dla mnie niesamowite przeżycie pełne niespodziewanych zwrotów akcji w poszukiwaniu "tego właściwego" ujęcia. Nigdy też nie spotkałam osoby, której pasja wprost powaliła mnie na łopatki. Z ogromną przyjemnością przedstawiam wam Dereka, który jest niezwykl

PO PROSTU WŁOSKI! WYWIAD Z PAULINĄ, KTÓRA Z PRAWDZIWĄ PASJĄ UCZY JĘZYKA WŁOSKIEGO

Paulina  w tym roku ukończyła studia informatyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim  uzyskując tytuł magistra ze specjalności Modelowanie, Sterowanie i Sztuczna Inteligencja. W trakcie studiów zdobyła również dyplom z bioinformatyki. Od kilku miesięcy prowadzi własną firmę w której m. in. realizuje różne projekty informatyczne. Choć zna pięć języków, to jej prawdziwą pasją jest język włoski. Właśnie dlatego postanowiła udzielać korepetycji z  języka włoskiego i stworzyła bloga  poprostuwloski.pl .   Ambitna, uśmiechnięta, pełna zapału i optymizmu – takie wrażenie zrobiła na mnie Paulina w trakcie rozmowy, która odbyła się w jednej z krakowskich kawiarni.  Paulina, jak to się stało, że studentka informatyki zaczęła uczyć języka włoskiego? Zanim zaczęłam studia informatyczne w Polsce, przez jedenaście lat mieszkałam we Włoszech. Wyjechałam tam będąc 9-cio letnim dzieckiem. Tam również ukończyłam szkołę podstawową i średnią więc można powiedzieć, że jestem prawie Włoszką :). Nau

JESTEM ARTYSTĄ I WIEM, ŻE MAM TALENT. WYWIAD Z PIOTREM BORUTĄ – AKTOREM, BRZUCHOMÓWCĄ I KOMIKIEM.

Piotr Boruta    to wszechstronny aktor, brzuchomówca, klown, muzyk i komik. Finalista telewizyjnego show „Mam Talent” w którym wystąpił razem ze stworzoną przez siebie lalką o imieniu Czocher. Jako aktor na swoim koncie ma epizody w takich serialach jak  „Klan”, „M jak Miłość” czy „Na Dobre i na złe” .  Poza tym, ponad trzy dekady na scenie, miliony uśmiechów i setki przedstawień.  Piotr Boruta  to niewątpliwie wyjątkowa osobowość – pełna pasji, empatii i talentu . Poznajcie prawdziwego artystę. Panie Piotrze, od wielu lat występuje Pan na scenach całej Polski jako aktor, mim, klown, brzuchomówca… Które z tych zajęć jest Panu najbliższe i co tak naprawdę jest Pana pasją? Zdecydowanie aktorstwo i teatr. To właśnie aktorstwo otwiera mi drogę do realizacji wszystkich moich pasji. Z niego czerpię najbardziej. Jak zostaje się aktorem? Czy do bycia aktorem potrzebne są jakieś specjalne predyspozycje? Wielu osobom wydaje się, że potrzeba do tego ogromnej śmiało

CHCĘ ODCZAROWAĆ POEZJĘ. DEBIUTUJĄCA POETKA MAŁGORZATA SZEPELAK OPOWIADA JAK POWSTAŁ JEJ TOMIK „KUFER CEDRU PEŁEN”

Małgorzata Szepelak  – poetka, wielbicielka książek i przyrody. Kocha podróże i koty. Jak sama mawia, w życiu wiele rzeczy ją fascynuje – zapach, jaki unosi się w teatrze, festiwale literackie i filmowe oraz wschody i zachody słońca. Uwielbia  słuchać ludzi, którzy mają COŚ do powiedzenia i potrafią dzielić się swoją wiedzą oraz pasją. Ten wywiad jest dla mnie wyjątkowy, bo wyjątkowy jest również mój gość. Razem z Małgorzatą studiowałyśmy dziennikarstwo i do dziś się przyjaźnimy. To dzięki niej odkryłam piękno Bieszczad, to właśnie ona zabrała mnie targi książki, gdzie zdobywałam swoje pierwsze autografy i to tylko dzięki niej stawiałam pierwsze kroki na nartach, choć nigdy nie wierzyłam, że dam radę. Wiele jej zawdzięczam. To ogromy zaszczyt, że mnie jako pierwszej udzieliła wywiadu. Poznajcie kobietę pełną pasji i debiutującą poetkę –   Małgorzatę Szepelak. Gosia, znamy się wiele lat i wiem, że słowo pisane jest w twoim życiu od dawna.  Potrafisz sobie przypomnieć nar

WIEM, ŻE TO JEST TO! WYWIAD Z VARIAVARIA KONICZYNKA – MAGDALENĄ RZEŹNICZEK-CZAPNIK

Magdalena Rzeźniczek-Czapnik  z wykształcenia jest socjologiem i ceramikiem artystycznym a także arteterapeutą. Stworzyła markę  VaraVaria Koniczynka , dzięki której na rynku pojawiała się unikalna biżuteria, która nie tylko zdobi, ale również pełni wyjątkową misję. Z sukcesami  działa również w obszarach związanych z rozwojem osobistym.  Magda, czy łatwo jest zaleźć czterolistną koniczynkę?  To zależy od tego, jak na to spojrzeć. Czterolistne koniczynki zbieram od dziecka, więc trudno jest mi to ocenić, choć wiele osób na pewno uważa, że jest to bardzo trudne. Ja mam w sobie taki odruch szukania koniczynek. Moi znajomi śmieją się, że ciągle jestem w pracy. Bywają dni, że nie znajdę ani jednej koniczynki ale bywają też takie, w których znajdę nawet siedem. Swoich koniczynek szukam wszędzie i wtedy, kiedy tylko mam okazję np. idąc na zakupy, wracając z pracy czy będąc w podróży. Nieważne czy jest to Gruzja, Szwajcaria,Turcja czy Albania. Koniczynki rosną wszędzie – oprócz

PASJA TO ENERGIA, KTÓRA NAPĘDZA MNIE DO DZIAŁANIA. WYWIAD Z IGĄ PRZYBYŚ – FIZJOTERAPEUTKĄ KONI

Iga Przybyś  – Mgr inż. Zootechnik i behawiorysta zwierząt. Od 2008 r. zajmuje się profesjonalną fizjoterapią koni. Posiada Certyfikat MEN Zoofizjoterapeuta Koni a także Certyfikat Diagnostyki Termowizyjnej. Jest również wykwalifikowanym masażystą koni, hipoterapeutą oraz instruktorem jazdy konnej. Od 2015 r. wspólnie z mężem, Bartłomiejem, który jest utytułowanym jeźdźcem oraz instruktorem jazy konnej prowadzą rodzinną firmę pod nazwą  „Przybyś Team” .   , Z Igą spotykam się w stadninie  Stajenka Leśne Szlaki w Straszydlu,  gdzie prowadzi rehabilitację koni. Tam również ma swoją siedzibę „Przybyś Team”. Igę podglądam przy pracy. Ma fantastyczny kontakt ze zwierzętami a uśmiech nie schodzi jej z twarzy. Jest osobą, po której od razu widać, że kocha to co robi.  IGA, CO JEST TWOJĄ PASJĄ? Moją pasją są konie – Praca i obcowanie z nimi. To wspaniałe i piękne zwierzęta. Niezwykle mądre i wrażliwe. SKĄD WZIĘŁO SIĘ ZAINTERESOWANIE KOŃMI I OD KIEDY TRWA? Generalnie, hopla

TANGO ARGENTYŃSKIE – WSPÓLNA PASJA POMYSŁEM NA CIEKAWE ŻYCIE

Swoją pasją wciąż zarażają nowych adeptów tanga. Co tydzień organizują milongi i prowadzą cykliczny kurs podstaw tanga argentyńskiego. To właśnie dzięki nim w Rzeszowie mogą odbywać się liczne warsztaty, na których wiedzę o nauce tanga  można czerpać od mistrzów z całego świata. Poznajcie Anię i Sławka Sulenckich, którzy już od czterech lat każdą wolną chwilę spędzają tańcząc tango argentyńskie. Ania i Sławek Sulenccy Fot. Katarzyna Michno Adelto.pl Z Anią i Sławkiem spotykam się w hotelu  Fal c on , gdzie w każdy poniedziałkowy wieczór organizowana jest rzeszowska milonga, na której można zatańczyć prawdziwe Tango Argentyńskie. Oboje ubrani w wieczorowe stroje, oczekując na pierwsze tangowe rytmy wieczoru opowiedzieli mi o swojej pasji. Od czego zaczęła się Wasza przygoda z tangiem?   Sławek : Nasza przygoda z tangiem tak naprawdę zaczęła się już na studiach, gdy razem zapisaliśmy się na warsztaty z tanga argentyńskiego. Niestety, z  braku wystarczającej ilości chętny