Przejdź do głównej zawartości

JEDZENIEM TRZEBA SIĘ BAWIĆ! WYWIAD Z MARZENĄ I KRZYSZTOFEM – TWÓRCAMI RESTAURACJI ZDROWO ZMIKSOWANI W RZESZOWIE





Marzena i Krzysztof – twórcy restauracji ZDROWO ZMIKSOWANI

Marzena –  Szalona pasjonatka zdrowego stylu życia i racjonalnego odżywiania. Uwielbia zarażać świadomością jedzenia i pozytywną energią.  Od ponad pięciu lat jest wegetarianką i uwielbia gotować.
Krzysztof:  Perfekcjonista w każdym calu. Z prawdziwą pasją miksuje smaki i aromaty tworząc niepowtarzalne kompozycje potraw.
Razem stworzyli i już od roku prowadzą restauracje „Zdrowo Zmiksowani”. To jedyna restauracja w Rzeszowie, w której miksują się smaki kuchni wegańskiej, wegetariańskiej i tradycyjnej. To również miejsce, gdzie można zjeść pyszną i zdrową potrawę a w gratisie otrzymać całkiem sporą dawkę pozytywnej energii.
Z Marzeną i Krzysztofem spotykam się w ich restauracji, ponieważ jest to dla mnie szczególne miejsce. To właśnie tu zrodził się pomysł na powstanie tego bloga. Zajadając burgera z buraka i patrząc jak Marzena z uśmiechem krząta się roznosząc aromatyczne potrawy gościom postanowiłam, że chce pokazywać światu ludzi takich jak ci, którzy stworzyli to przytulne miejsce na ziemi. Nie tych z pierwszych stron gazet, ale takich, którzy są obok nas. Takich, którzy mają odwagę spełniać marzenia i stawiać czoło swoim pasjom.
Skąd wziął się pomysł na tego typu restaurację ?
Marzena: Pomysł nosiłam w sobie już od dłuższego czasu. Od wielu lat interesuje się zdrowym stylem życia, dużo czytam na ten temat i staram się być na bieżąco w tej tematyce. Skończyłam również  studia podyplomowe, liczne warsztaty i szkolenia w tej dziedzinie. Jednak  o otwarciu restauracji ostatecznie zadecydowała moja sytuacja życiowa w której niespodziewanie się znalazłam. Po skończeniu studiów mieszkałam i pracowałam za granicą. Możliwość podróżowania i poznawania obcych kultur nauczyła mnie łączenia smaków, które często odtwarzam w restauracji. Powrót do Polski był przemyślany i byłam przekonana, że gwarantuje mi pracę na miejscu. Rzeczywistość okazała się inna. To zmotywowało mnie do tego, aby otworzyć coś swojego. Miejsce, w którym będę mogła połączyć swoją pasję z pracą – restauracje ze zdrowym i smacznym jedzeniem.  Ponieważ nie miałam żadnego doświadczenia w prowadzeniu restauracji  wiedziałam, że samej będzie mi trudno. Szczególnie od strony gastronomicznej. Nigdy wcześniej nie pracowałam na kuchni (jedynie w swoim domu). Postanowiłam więc zaproponować współpracę Krzysztofowi, z którym znałam się już dłuższy czas.
Krzysztof: Pomysł, z którym Marzena przyszła do mnie bardzo mi się spodobał, ale minęło kilka dni zanim podjąłem decyzję. Jestem kucharzem, pracowałem w wielu miejscach ale sam nigdy nie prowadziłem restauracji. Dla mnie to też był w pewnym sensie debiut. Było to też spore ryzyko, bo praca którą wówczas miałem  dawała mi solidną stabilizację. Jednak po tych kilku dniach przemyśleń zdecydowałem się postawić wszystko na jedną kartę. Na „ Zdrowo Zmiksowanych”.
Minął już ponad rok odkąd wspólnie prowadzicie restauracje, jak się wam razem pracuje?
Krzysztof: Od początku  jasno podzieliliśmy obowiązki. Ja zostałem na kuchni a Marzena zajmuje się salą i trzeba przyznać, że wychodzi jej to doskonale. Ma ogromną cierpliwość i potrafi szybko złapać kontakt z klientami.
Marzena: Razem z Krzysztofem mamy podobne charaktery, dlatego udaje się nam wszystko fajnie zgrywać. Na szczęście nie jesteśmy kłótliwi, bo bywały już różne, trudne sytuacje. Szczególnie wtedy, gdy na początku zajmowaliśmy się wszystkim tylko we dwoje i przemęczenie często dawało o sobie znać. Po roku, można już powiedzieć, że dotarliśmy się na tyle, by wspólnie stawić czoło nowemu wyzwaniu. Teraz uczymy się jak być szefami. Z miesiąca na miesiąc przybywa klientów, a nasze dwie pary rąk już nie wystarczają, aby wciąż utrzymać dobrą jakość zarówno przygotowywanych potraw jak i obsługi. Praca z Krzyśkiem to ogromna dawka humoru, przeplatana z cierpliwością do moich nowych, nieraz szalonych pomysłów heheh. Uwielbiam z nim pracować i dziękuje, że nauczył mnie i pokazał jak w rzeczywistości wygląda praca w gastronomii. Potrafi odnaleźć się w każdej sytuacji a przy tym jego technika i smak kulinarny jest imponujący.
Jakie to uczucie, gdy łączy się pasję z życiem zawodowym?
Krzysztof: To wszystko oczywiście zależy od dnia, bo nie da się ukryć, że przy prowadzeniu biznesu bywają też ciężkie dni. Często, gdy wstaje rano powtarzam sobie: to będzie dobry dzień i wtedy wiem, że nie jadę do pracy, tylko jadę „tutaj” – do naszego miejsca. Bywają też takie dni, że po prostu jadę do pracy, ale staram się aby było ich jak najmniej.
Marzena: Ja jestem bardzo emocjonalnie związana z naszą restauracją. Ogromna radość sprawia mi to, że wielu klientów wraca. To mnie napędza. Wtedy myślę: „Jak to fajnie że możemy komuś dać radość z jedzenia i z tego, że po prostu ktoś czuje się u nas dobrze”. Zawsze marzyłam o tym, aby zarażać ludzi świadomością jedzenia. Mogę to robić dzięki prowadzeniu restauracji „Zdrowo Zmiksowani”.  Można powiedzieć, że równocześnie pracuje i spełniam swoje marzenie.
Gdy spojrzy się na wasze menu uwagę zwracają dania o niezwykłym połączeniu smaków. Skąd bierzecie pomysły na te miksy?
Marzenka: Bardzo lubię bawić się smakami i łączyć je w nietypowy sposób. Krzyś jest większym tradycjonalistą, ale zwykle godzi się na moje eksperymenty. Czasami te połączenia smaków wychodzą zupełnie przypadkowo jak np. wtedy, gdy do sosu grzybowego wpadła nam kostka czekolady, która miała ozdobić deser i tak właśnie powstał sos grzybowy z nutą czekolady. Naszym klientom bardzo smakował!
Krzysztof: W zasadzie to wszędzie jest mnóstwo inspiracji. Czasami zainspiruje nas kolor, czasami warzywo a kiedy indziej np. pora roku. Wtedy staramy się na bazie tego wymyślić ciekawe danie. Tworząc naszą kuchnie staramy się uzyskać nie tylko wyjątkowy smak, ale również ciekawy wygląd wszystkich potraw. Dzięki temu możemy karmić kilka zmysłów równocześnie, bo jak wiadomo, oczy też przecież „jedzą”.
Miksujecie nie tylko smaki ale również różne kuchnie jak wegańską, wegetariańską i tradycyjną. Wszystko to po to, aby każdy klient mógł znaleźć coś dla siebie i jadać zgodnie z regułami zdrowego i racjonalnego odżywiana. Na czym właściwie waszymi słowami polega racjonalne odżywianie?
Krzysztof: Moim zdaniem i w dużym skrócie oczywiście, racjonale ożywianie to doskonały sposób na to, aby nie dać się zwariować tym wszystkim dietom.
Marzena: Tak, to prawda, że rynek jest bardzo nasączony różnego rodzaju dietami. Niestety wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, że niektóre z nich mogą być niebezpieczne dla zdrowia a nawet życia. Szczególnie wtedy, gdy nie poprzedzimy ich badaniem lekarskim. Dlatego, alternatywą dla wielu diet jest racjonalne odżywianie, które polega na urozmaiceniu swojego talerza w paletę barw i kolorów, które daje nam natura. Wsłuchanie się w swój organizm na co ma ochotę i wybieranie produktów o wysokich wartościach odżywczych. W głównej mierze opartych na kuchni roślinnej. Oczywiście obróbka termiczna jest bardzo istotna dlatego unikajmy potraw smażonych w głębokim tłuszczu. Na tym  właśnie opiera się funkcjonowanie restauracji „Zdrowo Zmiksowani”. Dla naszych klientów gotujemy zgodnie z zasadami racjonalnego odżywiania i wykorzystujemy do tego jak najmniej przetworzone i świeże produkty. Wykorzystujemy sezonowe warzywa i owoce.
Czy zdarzały się wam jakieś sytuacje kryzysowe? Jeżeli tak, to jak udało się z nimi uporać?
Krzysztof: Na początku, gdy pracowaliśmy tu tylko sami, było bardzo nam ciężko. Aby otworzyć „Zdrowo Zmiksowanych” pracowaliśmy od świtu do nocy. Przez wiele miesięcy nie mieliśmy ani jednego dnia wolnego. Na szczęście mieliśmy siłę, którą dawała nam nasza pasja i wiarę w to, co robimy. Jednak w którymś momencie przyszło fizyczne zmęczenie, nad którym nie dało się zapanować. To był moment, w którym podjęliśmy decyzje o zatrudnieniu pracowników. Dziś, z perspektywy czasu wiem, że powinniśmy byli to zrobić dużo wcześniej aby teraz być dużo dalej.
Marzena: Dla mnie dosyć trudne są komentarze, że na potrawy w naszej restauracji trzeba długo czekać. Większość ludzi jest przyzwyczajona nie tylko do szybkiego życia, ale również do szybkiego jedzenia. Wszędzie się spieszą. Wpadają do nas głodni i nie zastanawiają się co mogli by zjeść tylko pierwsze o co pytają o to ile trzeba będzie czekać. A u nas jest taka specyficzna kuchnia, że przygotowujemy wszystko na bieżąco. Nic nie odgrzewamy i nie używamy kuchenki mikrofalowej, dlatego na każde danie trzeba czekać dokładnie tyle, ile wynosi obróbka termiczna danej potrawy. Czasami jest to 15 minut, czasem 20 a czasem troszeczkę dłużej ale to czekanie daje gwarancje, że potrawa jest świeża i przygotowana specjalnie dla konkretnej osoby. Trochę inaczej wygląda sytuacja z dowozem – tu niestety nie mamy wpływu na warunki drogowe, ale staramy się uprzedzać zamawiających i informować o czasie oczekiwania. Dla naszych zabieganych klientów też mamy rozwiązanie. Każdą potrawę można u nas zamówić z wyprzedzeniem na konkretną godzinę. Wystarczy zadzwonić i poinformować nas na którą godzinę ma być gotowa.
Krzysztof: Te trudne sytuacje wiele nas uczą i jak dotąd nigdy ani przez chwilę nie pomyśleliśmy o tym, aby zrezygnować. Staramy się szybko reagować i dostosowywać naszą ofertę do potrzeb rynku i tego, czego oczekują od nas klienci. Nie poddajemy się. Wciąż urozmaicamy nasze menu. Oprócz dań z karty codziennie mamy specjalne danie dnia, o którym informujemy na naszym Fanpagu.
Na koniec powiedzcie mi proszę czym dla was jest pasja? Jak można ją opisać w kilku słowach?
Marzena: Pasja to uczucie radości i spełnienia w sercu.
Krzysztof: Gdy wstajesz rano i czujesz, że ci się „chce”. Wtedy wiesz, że to jest pasja.
Bardzo dziękuje za rozmowę i życzę dalszych sukcesów!
Marzena i Krzysztof: My również dziękujemy.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wszystko dzieje się w swoim czasie. Wywiad z Lidią Sachą – dyplomowaną terapeutką techniki Bowena.

  Lidia Sacha - dyplomowana terapeutka techniki Bowena, która prowadzi swoją praktykę w Rzeszowie. Zagorzała zwolenniczka naturalnych metod leczenia i zdrowego odżywiania.   W wieku 49 lat obróciła swoje życie do góry nogami, by podążać za swoją pasją. W wywiadzie opowiada, jak tego dokonała. Zapraszam!  Lidka, jak rozpoczęła się twoja przygoda z techniką Bowena? Właściwie doprowadziła do tego seria zbiegów okoliczności. Wcześniej pracowałam jako pracownik administracyjny na wyższej uczelni, gdzie zajmowałam się projektami unijnymi oraz organizacją zajęć dla studentów. Jednak gdy uczelnia zaczęła podupadać, a w pracy zostało mi tylko przygotowywanie dokumentacji do projektów badawczych wiedziałam, że muszę się rozejrzeć za inną pracą. W międzyczasie pracowałam jeszcze w stowarzyszeniu, jednak brakowało mi kontaktu z ludźmi. Niestety w tamtym czasie nie miałam żadnego pomysłu na swoją dalszą karierę zawodową. Dlatego, gdy koleżanka zaproponowała mi pracę w fundacji z projektu unijneg

Z WIZYTĄ W LAVARE DESTYLARNIA LAWENDY – FOTORELACJA

Gdy jesienią ubiegłego roku dowiedziałam się że niedaleko Rzeszowa znajduje się plantacja lawendy, wiedziałam że muszę tam pojechać. Od razu skontaktowałam się z właścicielką i upewniwszy się, że odnajdę tam prawdziwą pasję, bez wahania zaproponowałam wywiad. Anna Rząsa, która od kilku lat prowadzi  Lavare Destylarnia Lawendy  z radością zgodziła się opowiedzieć mi historię powstania swojej firmy. Wspólnie jednak doszłyśmy do wniosku, że wywiad musimy odłożyć w czasie by poczekać aż lawenda zakwitnie. Czekałam więc wiele miesięcy, ale było warto! Ania wraz z rodziną ugościła mnie wspaniale. Nasz wywiad przeprowadzałyśmy zbierając lawendę, która następnie została poddana destylacji. Zanim na stronie pojawi się zapis naszej rozmowy, chciałabym podzielić się z Wami krótką fotorelacją którą zamieszczam poniżej. To właśnie za tymi drzwiami znajduje się destylarnia - królestwo Ani. Miejsce w którym materializują się marzenia, ale nie tylko... Zanim wyruszyłyśmy n

Wierze, że mi się uda. Anna Rząsa opowiada jak powstała jej plantacja lawendy i destylarnia Lavare.

Kim jest Anna Rząsa i jakie marzenie spełnia tu, w Kamieniu gdzie nie słychać gwaru miasta a w powietrzu unosi się zapach kwiatów? Od zawsze ciągnęło mnie do ziemi i pewnie dlatego wybierając studia padło na Archeologię. Ziemia rodzi skarby 😊 , które dopiero po latach odkryłam. Etatową archeolożką jednak nie zostałam, bo życie skierowało mnie na inne tory i na trzecim roku studiów skorzystałam z możliwości pracy w banku i tak przez 11 lat byłam panią z banku. Nie żałuję, bo tam wiele się nauczyłam i otworzyłam na ludzi oraz zrozumiałam, że jeśli się czegoś bardzo chce to każdy jest w stanie wszystkiego się nauczyć a wykształcenie nie przesądza o jego życiu. Zdążyłam się też zakochać, wyjść za mąż, przeprowadzić się na wieś do rodzinnego domu i urodzić trójkę dzieci. Ale to nie było to… Skąd w takim razie wziął się pomysł na to, aby posadę pracownika banku zamienić na właściciela destylarni Lavare oraz plantatorkę lawendy? To pączkowało przez kilka lat. Gdy po urodz

Ciesz się tym co robisz a reszta przyjdzie sama. Wywiad z Derekiem Michalskim – fotografem pełnym pasji.

  Derek Michalski – fotograf, poeta, trochę gitarzysta, zdecydowany przyjaciel energii odnawialnej. Redaktor naczelny i założyciel czasopisma LEMAG - Long Exposure Photography Magazine a wkrótce także Infrared Photography Magazine oraz redaktor naczelny The Voice of Renewables – portalu internetowego poświęconego energii odnawialnej na całym świecie, który organizuje konferencje i wystawy w tej branży.   Derka oraz jego żonę Mariolę miałam okazję poznać podczas mojej krótkiej wizyty w Wielkiej Brytani kilka miesięcy temu. Obydwoje mieszkają tam już od wielu lat. Dzięki ich niezwykłej uprzejmości mogłam towarzyszyć im w trakcie kilku plenerów fotograficznych oraz podglądać Dereka przy pracy. Przyznam, że każdy plener to było dla mnie niesamowite przeżycie pełne niespodziewanych zwrotów akcji w poszukiwaniu "tego właściwego" ujęcia. Nigdy też nie spotkałam osoby, której pasja wprost powaliła mnie na łopatki. Z ogromną przyjemnością przedstawiam wam Dereka, który jest niezwykl

PO PROSTU WŁOSKI! WYWIAD Z PAULINĄ, KTÓRA Z PRAWDZIWĄ PASJĄ UCZY JĘZYKA WŁOSKIEGO

Paulina  w tym roku ukończyła studia informatyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim  uzyskując tytuł magistra ze specjalności Modelowanie, Sterowanie i Sztuczna Inteligencja. W trakcie studiów zdobyła również dyplom z bioinformatyki. Od kilku miesięcy prowadzi własną firmę w której m. in. realizuje różne projekty informatyczne. Choć zna pięć języków, to jej prawdziwą pasją jest język włoski. Właśnie dlatego postanowiła udzielać korepetycji z  języka włoskiego i stworzyła bloga  poprostuwloski.pl .   Ambitna, uśmiechnięta, pełna zapału i optymizmu – takie wrażenie zrobiła na mnie Paulina w trakcie rozmowy, która odbyła się w jednej z krakowskich kawiarni.  Paulina, jak to się stało, że studentka informatyki zaczęła uczyć języka włoskiego? Zanim zaczęłam studia informatyczne w Polsce, przez jedenaście lat mieszkałam we Włoszech. Wyjechałam tam będąc 9-cio letnim dzieckiem. Tam również ukończyłam szkołę podstawową i średnią więc można powiedzieć, że jestem prawie Włoszką :). Nau

JESTEM ARTYSTĄ I WIEM, ŻE MAM TALENT. WYWIAD Z PIOTREM BORUTĄ – AKTOREM, BRZUCHOMÓWCĄ I KOMIKIEM.

Piotr Boruta    to wszechstronny aktor, brzuchomówca, klown, muzyk i komik. Finalista telewizyjnego show „Mam Talent” w którym wystąpił razem ze stworzoną przez siebie lalką o imieniu Czocher. Jako aktor na swoim koncie ma epizody w takich serialach jak  „Klan”, „M jak Miłość” czy „Na Dobre i na złe” .  Poza tym, ponad trzy dekady na scenie, miliony uśmiechów i setki przedstawień.  Piotr Boruta  to niewątpliwie wyjątkowa osobowość – pełna pasji, empatii i talentu . Poznajcie prawdziwego artystę. Panie Piotrze, od wielu lat występuje Pan na scenach całej Polski jako aktor, mim, klown, brzuchomówca… Które z tych zajęć jest Panu najbliższe i co tak naprawdę jest Pana pasją? Zdecydowanie aktorstwo i teatr. To właśnie aktorstwo otwiera mi drogę do realizacji wszystkich moich pasji. Z niego czerpię najbardziej. Jak zostaje się aktorem? Czy do bycia aktorem potrzebne są jakieś specjalne predyspozycje? Wielu osobom wydaje się, że potrzeba do tego ogromnej śmiało

CHCĘ ODCZAROWAĆ POEZJĘ. DEBIUTUJĄCA POETKA MAŁGORZATA SZEPELAK OPOWIADA JAK POWSTAŁ JEJ TOMIK „KUFER CEDRU PEŁEN”

Małgorzata Szepelak  – poetka, wielbicielka książek i przyrody. Kocha podróże i koty. Jak sama mawia, w życiu wiele rzeczy ją fascynuje – zapach, jaki unosi się w teatrze, festiwale literackie i filmowe oraz wschody i zachody słońca. Uwielbia  słuchać ludzi, którzy mają COŚ do powiedzenia i potrafią dzielić się swoją wiedzą oraz pasją. Ten wywiad jest dla mnie wyjątkowy, bo wyjątkowy jest również mój gość. Razem z Małgorzatą studiowałyśmy dziennikarstwo i do dziś się przyjaźnimy. To dzięki niej odkryłam piękno Bieszczad, to właśnie ona zabrała mnie targi książki, gdzie zdobywałam swoje pierwsze autografy i to tylko dzięki niej stawiałam pierwsze kroki na nartach, choć nigdy nie wierzyłam, że dam radę. Wiele jej zawdzięczam. To ogromy zaszczyt, że mnie jako pierwszej udzieliła wywiadu. Poznajcie kobietę pełną pasji i debiutującą poetkę –   Małgorzatę Szepelak. Gosia, znamy się wiele lat i wiem, że słowo pisane jest w twoim życiu od dawna.  Potrafisz sobie przypomnieć nar

WIEM, ŻE TO JEST TO! WYWIAD Z VARIAVARIA KONICZYNKA – MAGDALENĄ RZEŹNICZEK-CZAPNIK

Magdalena Rzeźniczek-Czapnik  z wykształcenia jest socjologiem i ceramikiem artystycznym a także arteterapeutą. Stworzyła markę  VaraVaria Koniczynka , dzięki której na rynku pojawiała się unikalna biżuteria, która nie tylko zdobi, ale również pełni wyjątkową misję. Z sukcesami  działa również w obszarach związanych z rozwojem osobistym.  Magda, czy łatwo jest zaleźć czterolistną koniczynkę?  To zależy od tego, jak na to spojrzeć. Czterolistne koniczynki zbieram od dziecka, więc trudno jest mi to ocenić, choć wiele osób na pewno uważa, że jest to bardzo trudne. Ja mam w sobie taki odruch szukania koniczynek. Moi znajomi śmieją się, że ciągle jestem w pracy. Bywają dni, że nie znajdę ani jednej koniczynki ale bywają też takie, w których znajdę nawet siedem. Swoich koniczynek szukam wszędzie i wtedy, kiedy tylko mam okazję np. idąc na zakupy, wracając z pracy czy będąc w podróży. Nieważne czy jest to Gruzja, Szwajcaria,Turcja czy Albania. Koniczynki rosną wszędzie – oprócz

PASJA TO ENERGIA, KTÓRA NAPĘDZA MNIE DO DZIAŁANIA. WYWIAD Z IGĄ PRZYBYŚ – FIZJOTERAPEUTKĄ KONI

Iga Przybyś  – Mgr inż. Zootechnik i behawiorysta zwierząt. Od 2008 r. zajmuje się profesjonalną fizjoterapią koni. Posiada Certyfikat MEN Zoofizjoterapeuta Koni a także Certyfikat Diagnostyki Termowizyjnej. Jest również wykwalifikowanym masażystą koni, hipoterapeutą oraz instruktorem jazdy konnej. Od 2015 r. wspólnie z mężem, Bartłomiejem, który jest utytułowanym jeźdźcem oraz instruktorem jazy konnej prowadzą rodzinną firmę pod nazwą  „Przybyś Team” .   , Z Igą spotykam się w stadninie  Stajenka Leśne Szlaki w Straszydlu,  gdzie prowadzi rehabilitację koni. Tam również ma swoją siedzibę „Przybyś Team”. Igę podglądam przy pracy. Ma fantastyczny kontakt ze zwierzętami a uśmiech nie schodzi jej z twarzy. Jest osobą, po której od razu widać, że kocha to co robi.  IGA, CO JEST TWOJĄ PASJĄ? Moją pasją są konie – Praca i obcowanie z nimi. To wspaniałe i piękne zwierzęta. Niezwykle mądre i wrażliwe. SKĄD WZIĘŁO SIĘ ZAINTERESOWANIE KOŃMI I OD KIEDY TRWA? Generalnie, hopla

TANGO ARGENTYŃSKIE – WSPÓLNA PASJA POMYSŁEM NA CIEKAWE ŻYCIE

Swoją pasją wciąż zarażają nowych adeptów tanga. Co tydzień organizują milongi i prowadzą cykliczny kurs podstaw tanga argentyńskiego. To właśnie dzięki nim w Rzeszowie mogą odbywać się liczne warsztaty, na których wiedzę o nauce tanga  można czerpać od mistrzów z całego świata. Poznajcie Anię i Sławka Sulenckich, którzy już od czterech lat każdą wolną chwilę spędzają tańcząc tango argentyńskie. Ania i Sławek Sulenccy Fot. Katarzyna Michno Adelto.pl Z Anią i Sławkiem spotykam się w hotelu  Fal c on , gdzie w każdy poniedziałkowy wieczór organizowana jest rzeszowska milonga, na której można zatańczyć prawdziwe Tango Argentyńskie. Oboje ubrani w wieczorowe stroje, oczekując na pierwsze tangowe rytmy wieczoru opowiedzieli mi o swojej pasji. Od czego zaczęła się Wasza przygoda z tangiem?   Sławek : Nasza przygoda z tangiem tak naprawdę zaczęła się już na studiach, gdy razem zapisaliśmy się na warsztaty z tanga argentyńskiego. Niestety, z  braku wystarczającej ilości chętny